Mamy w Polsce setki a może i tysiące osób zajmujących się partycypacją. Co z tego wynika, i dlaczego tak mało?
Co ma wspólnego niedawno zmarły wybitny niemiecki myśliciel, filozof, socjolog i publicysta JÜRGEN HABERMAS z uprawnieniami wójta/ burmistrza/ prezydenta, z niezależnością rady miasta, czy budżetami obywatelskimi?
Jeśli ta cywilizacja się załamie i przyjdzie nowe średniowiecze, to stanie się tak dlatego że w naszej krótkowzroczności, przez nasze destrukcyjne sprzeczki i nasze małostkowe rywalizacje, zapomnieliśmy, że jesteśmy spadkobiercami największej tradycji w historii.
Obecne ograniczenie do dwóch kadencji maksymalnego okresu sprawowania władzy przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast doprowadzi do prawdziwego armagedonu. Zagrożone zostanie bezpieczeństwo państwa, naruszona Konstytucja, obywatele stracą należne im prawa, a setki kompetentnych menadżerów zostanie zastąpionych przez miernoty. Taki obraz rysują „włodarze” polskich miast i gmin w kontekście utrzymania się ustawy o dwukadencyjności.
W sprawie projektu PSLu ustawy znoszącej dwukadencyjność włodarzy były sejmowe konsultacje społeczne. Potem była zgoda na wysłuchanie publiczne, więc wydawać by się mogło, że jedno z drugim jest do czegoś potrzebne. Głównie do poznania opinii społecznej, żeby ją wziąć pod uwagę przy uchwalaniu/ odrzucaniu projektu ustawy. NIC BARDZIEJ BŁĘDNEGO! Choć wysłuchanie jest dopiero jutro, DECYZJE JAKBY JUŻ ZAPADŁY, a ich treść idzie pod prąd opinii publicznej, jako że prawie 80% uczestników konsultacji w Sejmie była za utrzymaniem dwukadencyjności. Skąd my to znamy?
Sytuacja jest taka, że można przywołać cytat z Kabaretu Dudek: „Chamstwu w życiu należy przeciwstawiać się siłoM i godnościoM osobistoM”. Dedykuję go warszawskim radnym PO na czele z wodzem klubu – na okoliczność potraktowania przez nich mieszkańców stolicy podczas sesji rady miasta (18.09. br.). Omawiano na niej zakaz sprzedaży alkoholu nocą w stołecznych sklepach. Rada Warszawy pokazała się jako pokorny wykonawca woli stołecznego, „obywatelskiego” barona partyjnego.
Zabiegasz o regulacje korzystne dla jakiego środowiska biznesowego, czy innej grupy interesów i musisz zbudować argumentację, że to jest w interesie społecznym. Jak to najłatwiej zrobić? Zaprosić organizacje pozarządowe.
Będzie tu mowa o „KACYKOZIE”. Ten ironiczno-szyderczy, niewątpliwie złośliwy neologizm wszedł do szerszego obiegu podczas inauguracyjnego Kongresu Ruchów Miejskich w Poznaniu w czerwcu 2011r. Wraz z innymi mało pozytywnymi określeniami wyraża emocjonalną, krytyczną ocenę sposobu zarządzania miastami przez naszych drogich „włodarzy” z ich przybocznymi. W ostatnich miesiącach, i latach, kryzys samorządności nadaje terminowi „kacykoza” nowej, wyrazistej aktualności.
Przepisy o referendach lokalnych zawierają liczne zabezpieczenia chroniące wójtów, burmistrzów i prezydentów przed inicjatorami odwołania ich. Gwarantują, że inicjatywy te dochodzą do skutku niezwykle rzadko, a jeśli dochodzą, to jeszcze rzadziej okazują się skuteczne.
Szóstego czerwca br. czyli w przeddzień IX Kongresu Ruchów Miejskich odbyło się w Bydgoszczy spotkanie Strażników Miejskiej Samorządności. Podsumowaliśmy na nim półtoraroczne działania projektowe w oparciu o przygotowaną prezentację. Wspólnie przeszliśmy przez poszczególne wydarzenia, komentując ich znaczenie, oceniając sposób prezentacji i zapamiętane wątki.