Aktywista miejski z Poznania, z zawodu inżynier, potem wydawca i publicysta. Współtwórca stowarzyszeń My-Poznaniacy i Prawo do Miasta. Współorganizator Kongresu Ruchów Miejskich w 2011 r. w Poznaniu, prezes zarządu KRM 2016-2019.
W pierwszą środę września br. na osiedlu Maltańskim w Poznaniu miała miejsce druga eksmisja[1] jednej z mieszkanek, bardziej brutalna i gwałtowna od pierwszej, wcześniejszej. Z jednej strony pały, kaski, tarcze, ochraniacze oddziałów policyjnych. Z drugiej – opór w formie sittingu kilkudziesięciu osób solidarnie próbujących zablokować eksmisję.
Temat utrzymania albo zniesienia zasady dwukadencyjności dotyczącej wójtów, burmistrzów i prezydentów miast został na razie zawieszony, nie rozstrzygnięty. Jest o nim względnie cicho, choć pod spodem kwestia raczej buzuje. Przy tej okazji ujawniają się problemy istotne, słabo eksponowane, pokazujące stosunek rodaków do krajowej elity politycznej.
Od czterystu mniej więcej lat trwa w Polsce ze zmienną intensywnością konflikt pomiędzy aspiracjami i reformatorskimi działaniami progresywnymi, na rzecz modernizacji kraju, a oporem środowisk zachowawczych oponentów broniących status quo. Obecna polaryzacja jest kolejną odsłoną tej historycznej konfrontacji, dostrzeganej już choćby przez pisarzy takich jak Krasicki, Fredro czy Mickiewicz.
W czerwcu jakoś niepostrzeżenie minęły dwie okrągłe rocznice, dotyczące Kongresu Ruchów Miejskich (KRM): 15 lat od pierwszego Kongresu w Poznaniu i 10 lat od zebrania założycielskiego w Toruniu, na którym formalnie powołaliśmy Związek Stowarzyszeń KRM (federację).
Referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego i rady miasta odbywa się w najbliższą niedzielę. Cieszy się ono dość szerokim zainteresowaniem w kraju, zapewne także dlatego że w grę wchodzi drugie co do wielkości, „królewskie” miasto w Polsce. Komentatorzy przypisują tej inicjatywie rolę intrygi w partyjno-politycznych krajowych strategiach konfrontacyjnych. Krytykowana jest też przy okazji sama instytucja referendum odwoławczego, a także progresywne polityki miejskie, propagowane przez ruchy miejskie jako nasz Miastopogląd.
W Kongresie Ruchów Miejskich rozpoczęła się niedawno dyskusja nad poprawkami, które chcielibyśmy zgłosić w komisji sejmowej do projektu ustawy znoszącej dwukadencyjność „włodarzy”, którą to ustawę co do zasady odrzucamy. Jedną z nich był pomysł, by to sami mieszkańcy lokalnie decydowali, czy godzą się na kandydowanie na trzecią kadencję swojego włodarza.
W sprawie projektu PSLu ustawy znoszącej dwukadencyjność włodarzy były sejmowe konsultacje społeczne. Potem była zgoda na wysłuchanie publiczne, więc wydawać by się mogło, że jedno z drugim jest do czegoś potrzebne. Głównie do poznania opinii społecznej, żeby ją wziąć pod uwagę przy uchwalaniu/ odrzucaniu projektu ustawy. NIC BARDZIEJ BŁĘDNEGO! Choć wysłuchanie jest dopiero jutro, DECYZJE JAKBY JUŻ ZAPADŁY, a ich treść idzie pod prąd opinii publicznej, jako że prawie 80% uczestników konsultacji w Sejmie była za utrzymaniem dwukadencyjności. Skąd my to znamy?
Sytuacja jest taka, że można przywołać cytat z Kabaretu Dudek: „Chamstwu w życiu należy przeciwstawiać się siłoM i godnościoM osobistoM”. Dedykuję go warszawskim radnym PO na czele z wodzem klubu – na okoliczność potraktowania przez nich mieszkańców stolicy podczas sesji rady miasta (18.09. br.). Omawiano na niej zakaz sprzedaży alkoholu nocą w stołecznych sklepach. Rada Warszawy pokazała się jako pokorny wykonawca woli stołecznego, „obywatelskiego” barona partyjnego.
Będzie tu mowa o „KACYKOZIE”. Ten ironiczno-szyderczy, niewątpliwie złośliwy neologizm wszedł do szerszego obiegu podczas inauguracyjnego Kongresu Ruchów Miejskich w Poznaniu w czerwcu 2011r. Wraz z innymi mało pozytywnymi określeniami wyraża emocjonalną, krytyczną ocenę sposobu zarządzania miastami przez naszych drogich „włodarzy” z ich przybocznymi. W ostatnich miesiącach, i latach, kryzys samorządności nadaje terminowi „kacykoza” nowej, wyrazistej aktualności.
Trzy tygodnie temu przez polskie miasta przeszła brunatna fala, niezbyt duża, od kilkudziesięciu do kilkuset uczestników. Dotknęło to, wg różnych mediów, 50 do 80 miast, co wskazuje na coraz szersze rozlewanie się brunatnych energii, jeszcze raczej płytkich i wątłych. Po pierwszej, emocjonalnej reakcji wszyscy już o zdarzeniu zapomnieli. Niedobrze, bo fala pewnie wróci i będzie większa.