Burmistrz Łomianek Małgorzata Żebroiwska-Piotrak i jej zastępca Witold Gawda w trakcie wykonywania obowiązków służbowych
Witold Gawda

Z wykształcenia socjolog. Pracował w mediach, był m.in. dyrektorem Biura Reklamy TVP. Założył w Łomiankach ruch miejski DIALOG, który w wyborach 2014 r. zdobył 10% głosów. Współtwórca porozumienia „Mieszkańcy Łomianek”, które w 2018 r. wygrało wybory na burmistrza i wraz z koalicjantem ma większość w Radzie Miejskiej. Członek Zarządu Kongresu Ruchów Miejskich pierwszej kadencji, obecnie przewodniczący Komisji Rewizyjnej KRM. Do 14 lutego 2022 pełnił funkcję wiceburmistrza Łomianek.

Ostrożnie zdobywajcie władzę!

23 luty 2022

Witold Gawda, lider Fundacji Inicjatyw Obywatelskich DIALOG z Łomianek, przewodniczący komisji rewizyjnej KRM, był zastępcą burmistrza Łomianek. BYŁ, do niedawna, bo został odwołany w trybie „piętnastominutowym”. W 2018 roku współtworzył Porozumienie „Mieszkańcy Łomianek”, które z sukcesem wzięło udział wyborach miejskich. Poniżej prezentujemy komentarz-przestrogę Witka do zaistniałej sytuacji. Jego wideo-komentarz jest dostępny tutaj. Po odwołaniu Justyny Glusman z funkcji w magistracie warszawskim, to kolejne takie posunięcie wobec przedstawiciela ruchów miejskich w lokalnych władzach publicznych. Przedwyborcze gry wstępne? Czyszczenie przedpola? [red.]

Ruch miejski w Łomiankach brawurowo zdobył w ostatnich wyborach władzę. Wraz z mniejszym koalicjantem mieliśmy większość rady, mieliśmy też naszego burmistrza.

Mieliśmy, ale chyba już nie mamy.

Historia z włodarzami miast wywodzącymi się z ruchów miejskich lubi się powtarzać. Ta powtórka zawsze jest trochę inna, ma swoją specyfikę. I pewnie z każdej nich płyną jakieś ogólniejsze wnioski.

Co właściwie się stało?

Już pierwsze spotkania naszej burmistrz z naszymi radnymi zaowocowały napięciami. Jako osoba z zerowym doświadczeniem w zarządzaniu, była pod wielką presją zakresu odpowiedzialności, który na niej ciążył.  I to właśnie emocje związane z tą nową sytuacją spowodowały daleko idące usztywnienie. Z miesiąca na miesiąc rozmowy były coraz trudniejsze i zaczęły przeradzać się w konflikt. Radni stopniowo występowali z klubu, aż wreszcie uległ on rozwiązaniu. Mimo braku formalnej struktury udawało mi się uzyskiwać jako taką spójność działań do momentu gdy w temat nie włączyła się burmistrz. A że włączała się często, to większość naszych radnych praktycznie przeszła do opozycji. Głosowania łatano pozyskując koniunkturalistów z innych grup albo „kupując” głosy za różne ustępstwa.

W samym urzędzie nie było o wiele lepiej. Styl kierowania naznaczony był emocjonalnością, podejrzliwością i daleko posuniętą asekuracją. Przez pierwsze półtora roku radykalnie przebudowałem sferę dialogu społecznego. Dogoniliśmy wiele standardów znanych z innych miast, ale ambicje były dużo dalej idące.  I tu zdarzyło się coś, co spowodowało, że po raz pierwszy zrobiłem sobie kopie najważniejszych plików i pomyślałem jak spakować rzeczy. Zmieniono regulamin organizacyjny odbierając mi nadzór nad całą stworzoną przeze mnie sferą.

Dlaczego?

To chyba emocjonalne podejście do sprawy kazało nabrać obaw, że coś co rozwija się najdynamiczniej, jest poza kontrolą, autonomizuje się, za chwilę zagrozi wizerunkowi  burmistrza jako osoby panującej nad sytuacją.

Od tego momentu uruchomiła się logika równi pochyłej. Utarczki słowne były coraz częstsze, kompetencje coraz bardziej ograniczane.

Sytuacji nie wytrzymał też drugi z zastępców. Poszukał sobie pracy gdzie indziej. Pozostaliśmy obydwoje w dziwnej relacji wyczekiwania na to „kto pierwszy mrugnie”.

14 lutego odwołano mnie z funkcji zastępcy burmistrza po ostrej wymianie zdań, która miała miejsce dwa dni wcześniej. Jako ruch miejski wróciliśmy do punktu wyjścia. Jesteśmy w opozycji. Wielu z nas zawiedzionych i rozgoryczonych wyłączyło się ze wszelkiej aktywności. Przede mną trudne zadanie posklejania na nowo podziałów i animozji. Zamierzam  to zrobić w całym naszym środowisku ale i w radzie, gdzie trzeba ponownie zbudować większość.

Jaki morał?

Mamy jako ruchy miejskie kłopot z kandydatami na włodarzy. Łatka aktywisty miejskiego przysparza głosów wśród ludzi bardziej progresywnie myślących, lecz dla przysłowiowego Kowalskiego jest synonimem pięknoducha, idealisty, ewentualnie buntownika ale żadną miarą nie władcy miasta. Z tych między innymi powodów naszymi kandydatami stają się osoby z importu. Muszą być bardziej efektowne i mejnstrimowe. Nasza kandydatka dokładnie taka była. Wsparta dobrze wycelowaną kampanią i głupotą naszych przeciwników, dała nam sukces. Niebawem okazało się że bardziej sobie niż nam.

Dlaczego nie wybraliśmy kogoś lepszego?

Bo to nie takie łatwe. Skupiliśmy się na cechach, które zagwarantują wygraną. Uznaliśmy, że brak doświadczenia da szanse na bardziej otwarte podejście. Nie zrobiliśmy analizy psychologicznej, a wcześniejsze kontakty, choć nasuwały trochę wątpliwości, nie były dyskwalifikujące.

Polski ustrój samorządowy daje niezwykle silną pozycję prezydentowi/burmistrzowi. Uważam, że zbyt silną, zwłaszcza na niekorzyść rady i różnych reprezentacji mieszkańców. Część tej nierównowagi ma źródło w uprawnieniach, a część jest pochodną prawa do dysponowania środkami, manipulowania aparatem wykonawczym i zatrudnianiem wielu setek ludzi. Wszystko to razem wzięte powoduje, że jedyne czego boi się włodarz miasta, to kolejne wybory. A te nie koniecznie wygrywa się argumentami merytorycznymi, bo  łatwo je zastąpić regularnie sączoną propagandą.

W sumie więc korekta popełnionego błędu przy wyborze burmistrza jest praktycznie niemożliwa. Trzeba się z tym liczyć dokonując wyboru.

Dlatego, jeśli planujecie zdobyć władzę, bądźcie bardzo ostrożni.

Adres korespondencyjny:
66-400 Gorzów Wielkopolski, ul. Ukośna 13/4  
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Konto bankowe: 76 1600 1462 1887 8924 3000 0001
NIP: 779 246 16 30