Przypomnijmy – były to przemarsze głównie kiboli, zorganizowane przez skrajną prawacką Konfederację pod hasłem „stop imigracji”. Przemarsze są/ były emanacją tzw. Ruchu Obrony Granic skleconego przez przestępcę Bąkiewicza, prowokatora na utrzymaniu PiS. Uczestnicy ROG głównie wysiadywali grupkami przy niemieckiej granicy, wypatrywali najazdu imigrantów, czepiali się ludzi i kręcili filmiki do sieci. Wypatrywali nieskutecznie, bo imigranci zawiedli, nie dotarli, najazdu nie ma.

BRUNATNE CHMURY
To fakty znane, ale czy fakty mają znaczenie?[1] Uchodźców nie ma, ale plus/ minus połowa rodaków, została skutecznie nastraszona fejkowymi obrazami inwazji krwiożerczych „bestii” o ciemniejszej skórze. I „obrońców granic” popiera, przynajmniej do niedawna. Tutejszy nieudolny rząd dopasował się do brunatniejącego klimatu i przywrócił kontrole graniczne. Wyłapują po kilkoro „nielegałów” dziennie na granicy z Niemcami i Litwą. Para w gwizdek, ale blokowanie komunikacji transgranicznej jest całkiem realne.
Przekaz tych pełnych wrogości i agresji marszy był rasistowski i ksenofobiczny. Polska dla Polaków! Bóg, honor, ojczyzna! Nie rzucim ziemi! Wypierdalać z uchodźcami! itd.
To protofaszystowska narracja, radykalizm i akceptacja przemocy[2] także uzasadniają taką ocenę. Zamordyzm i konserwatywny radykalizm połączony z nacjonalizmem (szowinizmem), rasizmem i prymitywnym populizmem to klimaty brunatne. W pakiecie nienawiść do „innych” – Żydów, muzułmanów, społeczności LGBT, feministek, ekologów, gender itd. W powietrzu klimat pogromowy, informacje o próbach samosądu na „obcych” przychodzą co kilka dni.
Dla prawackiego obiegu to jest prawdziwy polski patriotyzm (PPP). Ale FASZYZM TO NIE PATRIOTYZM, ma z nim tyle wspólnego co zwykłe krzesło z krzesłem elektrycznym. Te marsze to rozlewanie benzyny na ulicach z intencją, że ktoś rzuci zapałkę i ulica zapłonie przemocą… Póki co przemoc zdarza się incydentalnie, na szczęście, ale się zdarza.
Co zrobić z tą brunatną falą? I czy, oraz dlaczego wróci?
Co zrobić? Przykład dali mieszkańcy Bogatyni, choć w nieco innych okolicznościach niż te marsze, podczas których w paru miastach na drodze brunatnej fali stanęło kilka kontrdemonstracji. W Bogatyni, leżącej blisko styku granic: Polski, Czech i Niemiec, Bąkiewicz zaplanował zgromadzenie. Mieszkańcy je zablokowali i zagłuszyli, nie wpuścili do domu kultury, zbiegowisko nie wyszło. Ponoć 80% czynnych zawodowo mieszkańców Bogatyni pracuje w Niemczech lub w Czechach i naziolskie awantury dezorganizują funkcjonowanie miasta. Imigrantów nikt tam się nie obawia. Tak to aberracja fanatyków (ale też nadmiarowa decyzja rządu utrudniająca ruch transgraniczny) uderza w mieszkańców. Ale to mieszkańcy najskuteczniej mogą dać odpór brunatnym bojówkom.
DLACZEGO MOŻE BYĆ GORZEJ…
Wiele wskazuje, że my mieszkańcy jesteśmy zdani na własne siły w konfrontacji z brunatną falą. Brunatni mają poparcie szerokie, ale płytkie i dość słabe, zwłaszcza w większych, liberalnych miastach. Prawdopodobne jednak jest, że mogą/ będą rosnąć w siłę i zakorzeniać się mocniej i trwalej, i coraz bardziej się panoszyć.
Nie można liczyć, że to obecna demo-liberalna władza („nasza…”) przeciwstawi się brunatnej ekspansji. Bo sama nie chce i otwiera się na elementy prawackiej, brunatnej perspektywy. Snuje kunktatorskie wizje układów z mocodawcami brunatnych – dla przyszłych, wyobrażanych sojuszy. Jak mysz w kącie popiskuje przeciw ekscesom brunatnych. Wyczyny Bąkiewicza, ekscesy na marszach niepodległości, nacjonalistyczne skandale na stadionach, recydywa Browna i jego wasali i in. pozostają praktycznie bezkarne. To nie przypadek.
Jednocześnie pokojowe protesty Ostatniego Pokolenia, aktywność wolontariuszy na granicy czy akcje ekologów wywołują reakcje samej Tuskowej Góry i często szybkie represje policyjno-prawne. Cała masa drobniejszych ekscesów rasistowskich, antysemickich, ksenofobicznych, jawnie neofaszystowskich itp. pozostaje zwykle bez interwencji policji[3], chyba że media, mieszkańcy lub organizacje społeczne zrobią raban – wtedy słychać, że „postępowanie podjęto”.
Ta asymetria[4] nie jest przypadkowa: demoliberały niezbyt brzydzą się naziolami, ale mają obsesję zagrożenia z demonizowanej „lewej” strony, i ze strony oddolnej aktywności demokratycznie organizujących się obywateli[5].
Służby siłowe same z siebie z o wiele większym zapałem pacyfikują ekologów albo wolontariuszy na granicy niż Browna albo kiboli-nazioli, mimo że ci ostatni ich czasem obijają. Bo mundurowi sami sympatyzują z prawackimi poglądami, konserwatywny zamordyzm i nacjonalizm ich kręci. A jak pokazują badania – armia głosowała na Mentzena, Browna a w końcu na Nawrockiego[6], a nie kandydatów z koalicji 15X. A skoro wpatrzony w Trumpa kibol-zadymiarz został prezydentem, to na co tu liczyć?

Trudna do przecenienia jest też siła manipulacyjna masowych ogłupiaczy internetowych generujących wrogość i fałsz. W dużej części pracują one dla ruskiej wojny hybrydowej z Polską, dla skłócenia Polaków i Polski z Zachodem oraz rozbijania UE. Wrogość prawactwa wobec UE jest zrozumiała – w Unii na największą na świecie skalę obowiązują prawa chroniące prawa człowieka i obywatelskie wolności, co jest zaporą dla naziolskiego zamordyzmu, ksenofobii, rasizmu i pozostałych obsesji.
Istotne jest podłoże społeczno-ekonomiczne sytuacji: Polska ma jedne z największych nierówności społecznych w UE[7], stale rosnących i to się raczej nie zmieni. Egoizm i partykularne interesy elit blokują szanse na masowe programy ich zmniejszania i wyrównywania szans. Sprzyja to radykalizacji nastrojów społecznych i zaostrzaniu konfliktów klasowych. Masowa frustracja z powodu beznadziei losu „na dole” drabiny społecznej to żyzna gleba dla demagogicznego, prawackiego populizmu.
I last but not least: ruska napaść na Ukrainę i płynące ze Wschodu (nie z Zachodu!) zagrożenie dla Polski nie sprzyja wolnościowym klimatom, przeciwnie. Podobnie – coraz częstsze i intensywniejsze klęski żywiołowe powodowane przez katastrofę klimatyczną. Potrzebna silna, twarda ręka władzy…?
GŁOS SPRZECIWU WOLNYCH MIAST
Nie można milczeć!
Ta (plus/ minus) połowa kraju, która jest przywiązana do wartości demo-liberalnych i lewicowych, jest zorientowana na więź z Zachodem i UE może liczyć tylko na siebie w stawianiu granic brunatnej ekspansji, na własną, oddolną aktywność i determinację.
Potrzebą chwili jest ODWRÓCENIE NARRACJI w imieniu tej połowy rodaków, bo to nie „cała Polska”, nie „wszyscy Polacy” solidaryzują się z przestępcą Bąkiewiczem, jego bojówkami i mocodawcami – przeciwnie: cała masa rodaków jest temu przeciwna.
W warunkach słabnięcia demokratycznych standardów mających oparcie w europejskiej tradycji i prawach UE oraz kokietowania radykalnej prawicy przez obecną władzę – nowego znaczenia nabierają niezależne ruchy społeczne i oddolna aktywność obywatelska. To nie politycy kreują zmiany, oni za zmianami podążają, zmiany generują obywatele. Jest w tym szczególna rola miast i ich społeczności obywatelskich, z ruchami miejskimi włącznie.
Chyba wszędzie na świecie wielkie miasta stawiają opór zamordyzmowi autorytarnej władzy i polityce antyprogresywnej: Budapeszt na Węgrzech Orbana, Stambuł i Ankara w Turcji Erdogana, wielkie miasta amerykańskie odrzucające trumpizm. W Polsce miasta generalnie nie popierają kaczyzmu/ memtzenizmu/ batyryzmu. Ma to swoje historyczne i ontologiczne uzasadnienie – tradycja i tożsamość miasta europejskiego jest zaprzeczeniem tego, co brunatni mają na swoich sztandarach.
Miasto to otwarta przestrzeń spotkania i wymiany, wolności w różnorodności, tolerancji dla odmienności. Stadtluft macht frei już od średniowiecza… Te wartości napędzają rozwój miast, i świata, choć Polska późno zaczęła w nim uczestniczyć. Siła solidarności miejskiego oporu jest wielka i dobrze ugruntowana, na co wskazują wyniki w nich kolejnych wyborów powszechnych.
Otwarty na świat miejski patriotyzm jest zaprzeczeniem tego, co niesie brunatna fala. Patriotyzm to nie wrogość, agresja i pogarda wobec „innych” – ze względu na język, kolor skóry, religię czy kulturę – będące wyrazem lęku wynikającego z poczucia słabości i niższości. To w miastach może ale i musi wybrzmieć głos sprzeciwu w imieniu myślącej i czującej inaczej niż połowa zmanipulowanych brunatną propagandą rodaków. W „miejskim kryterium ulicznym” mamy przewagę, bo NAS jest po prostu więcej i bardziej nas widać. A może być nas większość...
PS.
W Poznaniu marsz solidarnościowy z imigrantami został ogłoszony na 16 sierpnia br..

Dziesięć tysięcy uczestników Marszu Równości w Poznaniu dwa lata temu -- ulica Głogowska zajęta na całej długości w śródmieściu...
[1] Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie tylko w sferze publicznej mamy do czynienia z dwiema rzeczywistościami coraz bardziej od siebie odległymi. Jedna to obiektywna rzeczywistość faktów, druga to subiektywna rzeczywistość mentalna. Ta druga powstaje w wyniku masowej manipulacji w mediach wszelakich emocjami dotyczącymi informacji, obrazów mówiących o tej pierwszej. Ograniczeń technicznych tu nie ma, inne zanikają w oczach.
[2] Sam wódz Bąkiewicz ma wyrok za pobicie, jest ułaskawionym przestępcą. A prezes (połowy) Polski publicznie sugerował stosowanie przemocy wobec oponentów mówiąc o tym, że „trzeba będzie wziąć coś do ręki”.. Może cegłówkę, brukowca, kij baseballowy albo maczetę? Może broń? To nie jest w Polsce abstrakcja, choć jeszcze wyjątek. Jak długo?
[3] Przykład rasistowskiej, antysemickiej imprezy w centrum Poznania na oczach policji, jeden z wielu: https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,31235452,skandal-w-poznaniu-policjanci-sluchali-piosenki-o-zydowskiej.html
[4] Nie widziałem żeby jacyś mundurowi tarmosili Bąkiewicza czy Browna albo ich pomagierów tak jak traktuje się uczestników protestów lewicowych albo ekologicznych. „Nasza władza” podobnie jak poprzednia jest silna wobec słabych i słaba wobec silnych, których się boi.
[5] Widać to zwłaszcza po tym, jaki jest praktyczny stosunek należących do PO z przystawkami „włodarzy” miast (lub przez PO&Co popieranych) – do niezależnej aktywności obywatelskiej w miastach nad którymi panują, często od kilku kadencji. To jest zaprzeczenie demokratycznego zarządzania choć w publicznych okolicznościach ich gęby są pełne demokracji.
[6] Info choćby tu: https://wiadomosci.wp.pl/tak-glosowano-w-wojskowych-osiedlach-zwyciezca-mogl-byc-tylko-jeden-7163386126416576a
[7] Traktuje o tym przełomowa książka pt. „Nierówności po polsku. Dlaczego trzeba się nimi zająć, jeśli chcemy dobrej przyszłości nad Wisłą”, autorzy: Paweł Bukowski, Michał Brzeziński, Jakub Sawulski, Warszawa 2024.
