Lech Mergler

Aktywista miejski z Poznania, z zawodu inżynier, potem wydawca i publicysta. Współtwórca stowarzyszeń My-Poznaniacy i Prawo do Miasta. Współorganizator Kongresu Ruchów Miejskich w 2011 r. w Poznaniu, prezes zarządu KRM 2016-2019. 

Najmojsza prawda o przyszłości ruchów miejskich

10 czerwiec 2025

Oto całość materiału, który w formie skróconej starałem się przedstawić 7 czerwca br. podczas DEBATY OTWARCIA IX Kongresu Ruchów Miejskich w Bydgoszczy. Kwestią wiodącą jest (mniej więcej) pytanie: „Czy i do czego, komu, potrzebne są jeszcze ruchy miejskie?”. Ta kwestia wzięła się z opinii, że nikomu i do niczego potrzebne już nie są, bo partie i urzędy rozwiązują wszystkie problemy miast.

Dla porządku – jako autor występuję z pozycji aktywisty miejskiego, obecnie w zawieszeniu, więc nieco z boku, obserwatora i komentatora, który chce wiedzieć i rozumieć co czyni/ł poprzez tę swoją aktywność. Czyli chce działać świadomie, co wymusza nastawienie refleksyjne (analityczne) do własnych i wspólnych działań, dopuszczające wątpliwości i pytania, otwarte na różne oceny i interpretacje. Nie jest to erudycyjna perspektywa uczonego akademickiego, eksperta czy publicysty-komentatora dążącego do bezstronności. Nie jestem bezstronny, bo od kilkunastu lat jestem zaangażowany w ruchy miejskie. Ale nie wiążą mnie żadne publiczne funkcje, to jest własny głos.

Większość tego co poniżej to streszczenie i przypomnienie rzeczy znanych, które nie ja wymyśliłem. Obok tego co kto głosi ważniejsze jest jednak to DLACZEGO? – czyli argumentacja, uzasadnienie, udowodnienie tezy. Trochę na to brak miejsca, podobnie jak na liczne przykłady.

 Na co komu ruchy społeczne?

W świecie nowoczesnym (i po), czyli z grubsza po rewolucji francuskiej i amerykańskiej to przede wszystkim ruchy obywatelskie/ społeczne (SO) kreują zmiany w naszym świecie, nie politycy/ funkcjonariusze partyjni. Politycy reaktywnie podążają za zmianami, dążąc do zdobycia władzy lub jej utrzymania. Ruchy S/O rozpoznają i diagnozują potrzeby, problemy, zagrożenia i wyrażają je zanim zrobi to polityka instytucjonalna. I podejmują działania na rzecz zmian, m.in. poprzez presję na władzę.

Historycznie – to różne ruchy emancypacyjne zmieniały/ ją świat: ruchy przeciw dyskryminacji rasowej, feminizm i ruchy na rzecz równości i praw kobiet, ruchy robotnicze i pracownicze – związkowe (nie tylko „Solidarność”), aktywizm ekologiczny i na rzecz ochrony klimatu, ruchy na rzecz praw LGBTQ+, szerzej – praw człowieka i obywatela, i in.. Także ruchy samopomocowe np. AA. W Polsce ostatnio – ruchy rowerowe, antysmogowe, na rzecz pieszych, osób z niepełnosprawnościami, praw zwierząt i wiele innych…. Ale też „foliarze”, „antyszczepy”, obrońcy dziecka napoczętego, narodowcy itd.

Dla funkcjonowania demokracji działalność krytycznych, progresywnych ruchów obywatelskich jest niezbędna. Także jako przeciwwaga dla ruchów antydemokratycznych, reakcyjnych, zamordystycznych, szowinistycznych (Ku-Klux-Klan…) itd. Dalej – jako organizacja demokratycznej kontroli władzy, która ze swej natury chce jej zawsze więcej.

Również jako strażnik wartości demokratycznych przed dążeniami lobby technokratyczno-biznesowego (miliarderzy) i innych, np. militarystów, fundamentalistów religijnych itd. Uwiąd ruchów obywatelskich sprzyja rządom populistycznym, prowadzącym do tyranii.


Ruchy miejskie – nie pies ni wydra

Ruchy miejskie to ruchy społeczne więc wszystko powyżej do nich się stosuje. Istnieje obszar specyficznie miejskich, istotnych problemów, potrzeb i wyzwań, które nie zostałyby podjęte gdyby nie zostały dostrzeżone i opowiedziane publicznie przez ruchy miejskie. W dużej części o nich traktują Tezy Miejskie. I ten stan rzeczy jest nadal jak najbardziej aktualny, bo „stare” problemy nie zostały rozwiązane, a pojawiają się też nowe.

Bardzo dobrze, że w miastach zawiązały się i działają inicjatywy jednego tematu: np. rowerowe, na rzecz pieszych, antysmogowe, ekologii miejskiej, lokatorskie itd.. Ale tylko ruchy miejskie spinają w całość miejskie problemy i wyzwania, ponieważ niejako z definicji zajmują się miastem jako złożoną, systemową całością. Są też z założenia gotowe mierzyć się z wyzwaniami na drodze politycznej (którą zwykle odrzucają organizacje monotematyczne), biorąc w pełni odpowiedzialność za miasto i np. wchodząc do władz.

Porozumienie RM Wa wa 8.07.2014

Po „drugiej stronie” są miejskie ruchy wsteczne, tzn. przeciwne w całości lub w części progresywnym zmianom na rzecz miasta zrównoważonego rozwoju i równych szans, sprawiedliwego i demokratycznie zarządzanego z mieszkańcami . Najbardziej aktywni są teraz obrońcy samochodozy, czyli dalszego podporządkowania miasta potrzebom masowej motoryzacji, kosztem środowiska oraz dyskryminacji pieszych, rowerzystów, komplikacji dla komunikacji publicznej itd. To także zagrożenie za strony technokracji na spółkę z biznesem i deweloperami, fundamentalistów-tradycjonalistów ze sceptykami klimatycznymi itd. RM są niezbędne by bronić miasta i mieszkańców. Ani partie polityczne ani władza lokalna sama z siebie niczego tu nie gwarantuje.

Ruchy miejskie pełnią też funkcję pośrednika, bufora między elitą władzy, miejskim establishmentem a mieszkańcami i ich organizacjami. Udzielają WSPARCIA dla inicjatyw mieszkańców, kiedy np. do wejścia w postępowanie administracyjne (dotyczące np. wydania warunków zabudowy albo zgody na wycięcie drzew) niezbędny jest podmiot z osobowością prawną i odpowiednimi zapisami w statucie. Ruchy miejskie mogą podejmować się roli moderatora kiedy występują sprzeczności między środowiskami albo inicjatywami miejskimi. Miasto jest z natury kolizyjne, co sprzyja praktykowaniu przez władzę starodawnej taktyki zarządzania „dziel i rządź”, co ruchy miejskie mogą neutralizować. Jako podmioty z założenia polityczne spotykają się z pewnego rodzaju respektem ze strony władzy.


Najpierw drogowskaz, potem podwózka

Każdy ruch obywatelski działa w określonych warunkach zewnętrznych (społecznych, politycznych, ekonomicznych, psychologicznych, kulturowych, pokoleniowych, historycznych itd.). One są niejako obiektywnie zadane, co nie zawsze znaczy, że same nie mogą być przedmiotem działań ruchów S/O. Tu skupiam się jednak na tym, co jest wewnętrzne, czyli tym co znajduje się w obszarze własnej sprawczości aktywistów danego ruchu. Przede wszystkim chodzi o cel, ideę, misję popychającą ruch, oraz jego organizację. Jest oczywiste pierwszeństwo  celu przed organizacją, bo to drugie pierwszemu służy. Znaczenie mają także inne czynniki wewnętrzne, np. relacje interpersonalne, etos i standardy etyczne, własne tradycje, zasoby materialne i in., którymi nie będę się tu zajmował.

Cel, idea, misja, priorytety wartości opowiedziane w formie programowej narracji, wizji zmiany i tego, jak ją osiągnąć – to podstawa każdego ruchu motywująca jego uczestników. Taka opowieść stoi za podejmowanymi działaniem i je uzasadnia. Mówi, co ruch ma do zaoferowania światu i dlaczego. Taka narracja podejmująca problemy dotąd nieobecne w dyskursie publicznym pozwala je szerzej zobaczyć – to co nienazwane, nieopowiedziane nie istnieje, więc nie może być zobaczone. Narracja zbierająca w spójny system znaczeń rzeczy nazwane umożliwia rozumienie tego, o czym traktuje opowieść.

Działalność zbiorowa będąca czymś więcej niż żywiołowe, chaotyczne ruchy Browna potrzebuje organizacji umożliwiającej celowe, konsekwentne podejmowanie działań krok po kroku[1]. Podstawą organizacji są instytucje, bo na nich rozpięte jest życie społeczne. Ma to wciąż istotne znaczenie mimo powszechności luzackiej awersji do formalnego zrzeszania się i podejmowania zobowiązań.

Ruchy miejskie dysponują dla swoich potrzeb i celów „narzędziem” instytucjonalnym, czyli federacją KRM, dysponującą różnymi walorami i zasobami. KRM jest otwartą emanacją ruchów miejskich, nie tylko formalnie zrzeszonych organizacji członkowskich.

Tych niezrzeszonych jest więcej, część współpracuje z Kongresem, oby jak najliczniej. Z kolei organizacje członkowskie KRM to awangarda ruchów miejskich, biorąca w największym stopniu odpowiedzialności za całość ruchu, ale nim nie rządząca. Jest pytanie o formułę tych relacji i używanie tego „narzędzia”, do odrębnego namysłu.


Gadu-gadu czyli o narracji ruchów miejskich

Dla namysłu nad przyszłością ruchów miejskich kluczowa jest nasza miejska narracja, którą określiliśmy na początku jako MIASTOPOGLĄD. Jego podstawowy zapis zawierają Tezy Miejskie, sformułowane najpierw (2011) jako 9 Tez, które otwierało stwierdzenie o niezbywalnym prawie do miasta mieszkańców. W preambule 9 Tez określony został cel Kongresu: wywołanie powszechnej dyskusji publicznej o problemach i wyzwaniach przed jakimi stoją polskie miasta.

Ten cel został osiągnięty przez Kongres w poprzednich latach! I wyraźnie przekroczony!

Nasza narracja miejska rozwijała się stopniowo. Na IV Kongresie w Gorzowie Wlkp. (2015) przyjęliśmy rozszerzony i pogłębiony jej zapis w postaci 15 Tez Miejskich. Z czasem stopniowo przybyło pięć tzw. Tez Nadzwyczajnych, odnoszących się do pojawiających się aktualnych, najpoważniejszych wyzwań. Powstawały równolegle i rozpowszechniały się kolejne przekazy. Najpoważniejsze są książki pisane zarówno przez „naszych” autorów, uczestników środowiska KRM (o chaosie przestrzennym, betonozie, samochodozie,…)[2] jak i przez innych, w tym naukowców badających ruchy społeczne[3]. Przyrastała publicystyka, poradniki a przede wszystkim toczyły się liczne publiczne debaty o kwestiach miejskich, zwłaszcza przy okazji wyborów miejskich, ale nie tylko.

Narracja miejska Kongresu zawiera elementy własnego języka, którym wyrażaliśmy siebie oraz opowiadaliśmy miasto z jego problemami i nasze doświadczenie – co otwierało oczy i głowy. Kluczowy termin ruchy miejskie[4] odkrył/ stworzył nas w 2011 r. poprzez nazwę zwołanego wtedy w Poznaniu Kongresu Ruchów Miejskich. Wcześniej jakby nie było wiadomo, że w Polsce istnieją ruchy miejskie, nam też nie było wiadomo... Drugie słowo z tamtego Kongresu to „kacykoza”, złośliwie-szyderczo określające dominujący styl zarządzania miastami.

Inne pojęcia przyszły z czasem: miastopogląd, tezy miejskie, prawo do miasta, betonoza, samochodoza, tujoza, narracja konkretna, demokracja miejska i in.. Inna grupa to słowa urzędowo-fachowe, oswojone w naszych codziennych działaniach: rozwój zrównoważony, partycypacja społeczna, transport zrównoważony, gentryfikacja, społeczeństwo obywatelskie, suburbanizacja, rewitalizacja, urban sprawl, warunki zabudowy, plan miejscowy, infrastruktura zielono-niebieska itd.

Słowa te nazywały i odsłaniały, oraz nagłaśniały problemy i wyzwania zaniedbane, przemilczane czy ukrywane. W iluś zasadniczych kwestiach ruchy miejskie są prekursorami wnoszącymi do mainstreamu problemy głośne dopiero z czasem (mieszkania dostępne, zrównoważony transport, zieleń, smog, potrzeby pieszych, polityka krajobrazowa, i in.). Np. na II Kongresie w Łodzi w 2012 zrecenzowaliśmy z perspektywy MIASTOPOGLĄDU założenia Krajowej Polityki Miejskij, co wpłynęło na jej ostateczną treść, podnosząc rangę wyzwań społecznych i ekologicznych, a nie tylko priorytetów biznesowo-ekonomicznych.

Cel założony na Kongresie w 2011 r. został osiągnięty, bo narracja miejska KRM już dobrych kilka lat temu stała się częścią przekazu mainstreamu medialnego wyznaczając w dyskursie publicznym standard opowieści o mieście i jego rozwoju. Przejęli ją także nasi oponenci – zarządzający miastami „włodarze” ze swoim zapleczem, z którymi zwykle jesteśmy w sporze.

Do tego stopnia, że w wyborach do miejskich władz w 2018 r. trudno było odróżnić meritum przekazów wyborczych komitetów utworzonych przez ruchy miejskie (było ich około 20) od przekazu komitetów miejskiego establishmentu, zabiegającego o utrzymanie się przy władzy.

Kurva mac


Samopopsucie samorządu i co dalej?

Tyle z tego, że dominująca narracja sobie a praktyka polityki miejskiej władzy sobie, jedna z drugą nie idą w parze albo wręcz bywają w konflikcie. Wyszło na to, że jesteśmy ci mądrzy tylko za bardzo nikt nas nie słucha. Jakkolwiek zdarza się, że w niektórych miastach w niektórych sprawach niektórzy „włodarze” w jakimś stopniu, acz nierównym, wdrażają w swoją praktykę zarządzania jakieś elementy progresywnej narracji miejskiej. Innej porządnej opowieści o mieście zresztą nie mają, mogą co najwyżej ulegać doraźnym naciskom lokalnych grup interesów.

Nasza narracja traktuje przede wszystkim o tym, jakiego miasta chcemy, jak urządzonego, ale mało mówi o tym, jak to osiągnąć? Jeśli chcemy efektywnie zmieniać miasta, musimy dążyć do zmiany stosunków panujących w nich, do upodmiotowienia mieszkańców, tworzących samorządową wspólnotę, której instytucje samorządowe mają służyć. Nie chodzi o zastąpienie demokracji przedstawicielskiej demokracją bezpośrednią, lecz o prospołeczną transformację tej pierwszej. Nadal, jak za komuny, samorząd to ONI, władza wyalienowana, a nie emanacja wspólnoty mieszkańców, czyli MY (mówią o tym wyniki badań[5]). W jaki sposób można zmieniać miasto, kiedy decyzje o najważniejszych w nim sprawach zapadają ponad głowami mieszkańców?

Być może stan instytucji samorządowych jest niezły, ale samorządowe elity są mocno zepsute, niewątpliwie od nadmiaru niekontrolowanej władzy. Wg „żelaznego prawa oligarchii” Roberta Michelsa każda władza dąży do koncentracji władztwa w rękach coraz węższej grupy. Tym skuteczniej im słabiej jest kontrolowana i nie jest odnawiana przez wymuszoną wymianę elit.

Elity samorządowe skompromitował m.in. „Erasmus samorządowy[6]. A partyjniactwo zwłaszcza w większych miastach skupiło energię w samorządzie na anty-PiSie, a nie na dokuczliwych problemach lokalnych. W Polsce rządzi paternalizm[7] – kopacz piłki u władzy nakazuje budować „orliki”, militarysta – strzelnice, nikt biblioteki... „Włodarze” chcą zniesienia dwukadencyjności, legalizacji „Erasmusa” ale u siebie, przywilejów emerytalnych, więcej kasy i władzy.

Działanie na rzecz upodmiotowienia mieszkańców, czyli wdrożenia wartości „samorządność” to programowe zadanie ruchów miejskich. Żaden inny podmiot tego nie zrobi: ani partie, ani NGO’sy, ani „włodarze”, ani biznesy, ani proboszcze – bo mają „na mieście” swoje partykularne interesy, bywa że wspólne. Pokazuje to 35 lat samorządu – im mniej podmiotowa, aktywna ludność, tym łatwiej rządzić, manipulować, ogrywać. I nie ma trwałej, efektywnie działającej demokracji politycznej w kraju bez powszechnej samorządności. Tylko ludzie wdrożeni do aktywnej odpowiedzialności za wspólne dobro mogą ją obronić.


Nie będzie samorządności bez ruchów miejskich!

Nie chodzi tylko o zmianę retoryczną, nie o narrację dla samej narracji tylko o narrację jako narzędzie walki o miejską samorządność. Takiej narracji, która niosłaby ruchy miejskie i porywała szerszą publiczność. Od słów więc trzeba zacząć. Musimy sobie i publiczności od nowa samorządność opowiedzieć, wyjaśnić i ustalić, o co w ogóle w niej chodzi.

Mamy w głowach, w pamięci masę negatywnych doświadczeń, obraz zwykle fasadowych praktyk tzw. partycypacyjnych, prowadzonych przez włodarzy, z których nic nie wynikało. Od nich musimy się uwolnić, wyjść poza nie, ruszyć wyobraźnię.

Wynajdywanie samorządności to wyzwanie dla ruchów miejskich! Mowa o „wynalezieniu” (za P.Kubickim[8]), a nie o odbudowie, odnowie, ożywieniu – bo nie ma czego odbudowywać. Trzeba samorządność z mieszkańcami wymyślać niemal od nowa, a nie zza biurek urzędów popychać kolejne „projekty partycypacyjne”.

Wymyślać na poziomie przepisów, standardów, procedur, ale także zwyczajów i świeckich rytuałów, bo to projekt mający swój wymiar społeczny i aksjologiczny: chodzi w nim także o sposób życia, w którym jest istotne miejsce na zaangażowanie we wspólnotę jako godne pochwały, wartościowe i atrakcyjne.

Nie chodzi o odejście od Miastopoglądu i Tez Miejskich w jakieś inne, nowe, obce obszary, tylko o ich ukierunkowaną intensyfikację, nadanie aktualnie istotnego priorytetu. Tezy Miejskie 1. i 2. oraz Tezy Nadzwyczajne 2. i 5.[9] to jest podstawa i punkt wyjścia. Nie zaczynamy od zera: mamy już opracowaną wyjściową diagnozę pustyni samorządności i podstawowe pomysły na to, co warto teraz zrobić (Samorządność 2.0), żeby nie było jeszcze gorzej. Obecne zadanie (jako element strategii) to przebicie się z tą diagnozą do mainstreamu – demaskowanie pustyni samorządności i propagowanie naszych pomysłów w opozycji do kampanii promowania potrzeb „włodarzy”.

realia konsultacyjne


Problem, zapewne jeden z wielu: samorządność jako idea jest dość abstrakcyjna (jak trójpodział władzy) i jako taka mało sexy dla szerszego odbiorcy. Nie daje się naocznie zobaczyć jak obraz szpaleru dorodnych drzew wyrżniętych dla jakiegoś urzędowego widzimisię (ale w warunkach faktycznej samorządności może udałoby się te drzewa oszczędzić!). Druga kwestia to potrzeba implementacji przekazu o samorządności w logikę oddziaływania nowych technik informacyjnych, mediów społecznościowych z ich konkretyzmem, obrazowością, emocjonalnością, skrótowością. Panują narracje i afekty, a nie racje i fakty (za P.Czaplińskim). Medium is a message.

*     *    *

Post scriptum partyjno-polityczne

Ten materiał w dużej części obmyślałem przed ostatecznym wynikiem wyborów prezydenckich mając oczekiwania inne niż ich rezultat. Ma on wpływ na perspektywę działania ruchów miejskich. Polityczny stan rzeczy można obecnie określić jako „równoważna polaryzacja”, bo główne siły mają możliwości, żeby nawzajem się blokować. I niewielkie by blokadę drugiej strony przełamywać.

Można się spodziewać zagrożenia polegającego na instrumentalnym traktowaniu i wykorzystywaniu miast i samorządów do swoich celów przez obie strony barykady. Miasta, zwłaszcza największe i większe, opowiedziały się za demoliberalnym kandydatem przeciwko populistycznemu. Są one zatem politycznym wrogiem do przetrzepania, przede wszystkim w osobach „włodarzy”. Najbliższa ku temu okazja to zablokowanie prób zniesienia zasady dwukadencyjności na stolcach burmistrzów/ prezydentów. Jej działanie spowoduje utratę stanowisk przez ok. 60% dotychczasowych włodarzy, w tym głównie w miastach „anty-PiSowskich”.

Ale „swoich” należy bronić, co zapewne będzie robić koalicja rządowa. W tej potyczce wcale nie będzie chodziło o dobro miast tylko o polityczno-partyjną kontrolę nad nimi: żeby miasta nie były „ich” tylko „nasze”. Prawica nie chce autonomicznych samorządów tylko państwa zcentralizowanego, zarządzającego odgórnie miastami przez prezesa Polski. Koalicja nie przejmuje się samorządnością, tylko chce kontroli nad samorządami w wykonaniu przez „swoich” i dostępu do zasobów miast (np. posady w spółkach komunalnych). Jedynie Zieloni, i w części Lewica identyfikują się z wartością samorządności.

Rolą ruchów miejskich w warunkach trwających potyczek będzie reprezentowanie interesów miast i mieszkańców, niezależnie od tego, z której strony przyjdą zagrożenia lub szanse zmiany na lepsze. Musimy robić swoje mimo trwającej zawieruchy. Walka o samorządność to wzmacnianie i rozwijanie społeczeństwa obywatelskiego niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi. 

II Kongres Łódź październik 2013 1

 

[1] Ponoć 60 lat trwała walka o pierwszy wygrany proces w USA przeciwko dyskryminacji rasowej, kilka pokoleń prawników kolejno ją prowadziło chodząc od jednego sądu do kolejnych, wykorzystując zasadę precedensu. Wymagało to konsekwencji, determinacji i organizacji.

[2] Na przykład „Anty-bezradnik przestrzenny. Prawo do miasta w działaniu” (L.Mergler, K.Pobłocki, M.Wudarski), „Betonoza. Jak się niszczy polskie miasta” (J.Mencwel), „Autoholizm. Jak odstawić samochód w polskim mieście” (M.Żakowska).

[3] Przede wszystkim „Ruchy miejskie w Polsce” (P.Kubicki) i „Klucze do miasta. Ruch miejski jako nowy aktor w polu polityki miejskiej” (A.Domaradzka).

[4] Ten termin na określenie kim jesteśmy zaproponował Kacper Pobłocki, z którym organizowaliśmy Kongres w Poznaniu w 2011 roku.

[5] Badania Adama Gędźwiłła w: „Kapitał obywatelski społeczności lokalnych”, red. Cezary Trutkowski, Wydawnictwo Naukowe Scholar, 2024

[6] Popularne acz złośliwe określenie na obchodzenie przepisów poprzez zatrudnianie w spółkach komunalnych wysokich urzędników samorządowych z jednego miasta w innym mieście, z wzajemnością w drugą stronę – ponieważ prawo nie pozwala zatrudnionym w magistracie na „dorabianie” w ten sposób u siebie.

[7] Nie wchodząc w teoretyczne rozważania – mamy hierarchiczne relacje społeczne ułożone według osi wyższe-niższe. Wyższe gada i rządzi, niższe słucha i się podporządkowuje. Wyższe nie słucha niższego: rodzice-dzieci, nauczyciele-uczniów, księża-wiernych, szefowie-pracowników, politycy-obywateli, itd. To jest zaprzeczenie symetrycznych relacji partnerskich, bez których demokracja nie jest możliwa. Samorządy to dobry przykład takiego stanu rzeczy.

[8] Chodzi o książkę Pawła Kubickiego „Wynajdywanie miejskości. Polska kwestia miejska z perspektywy długiego trwania” Nomos, Kraków 2016.

[9] W Tezie 1: Mieszkańcy i mieszkanki mają niezbywalne prawo do miasta. Jest nim prawo do korzystania z zasobów miasta i prawo do współdecydowania o najważniejszych sprawach miasta oraz mieszkanek i mieszkańców. (…); w Tezie 2.: Demokracja miejska to dla nas nie tylko wybory, lecz ciągły udział mieszkańców w realnym podejmowaniu decyzji o mieście, oparta na edukacji obywatelskiej. II Teza Nadzwyczajna o Wolności i demokracji miast: Wolne miasta wolnych obywateli demokratycznie samorządzących się to fundament naszej, europejskiej cywilizacji. V Teza Nadzwyczajna o Pierwszeństwie samorządności przed samorządem: Demokratyczna samorządność mieszkańców, tworzących z mocy konstytucji wspólnotę samorządową, jest podstawą demokracji miejskiej, a władze lokalne i krajowe oraz przepisy i procedury powinny służyć jej realizacji.