Punkt ten brzmi:
„Wspieranie aktywności obywatelskiej w społecznościach lokalnych czyli tworzone i rozwijane będą programy wspierania organizacji społecznych działających w społecznościach lokalnych.”
Pierwsza część zdania napawa optymizmem, wreszcie ktoś dostrzegł potrzebę aktywnego społeczeństwa, ale rozwinięcie po słowie „czyli” sprowadza nas na ziemię. Działanie redukuje się do wsparcia NGO.
Czy to źle, że się chce wspierać te organizacje? Oczywiście nie. Ale warto przyjrzeć się sposobowi rozumowania, który za tym stoi i założeniom, które milcząco przyjęto. A w końcu postawić pytanie, jak ma się wsparcie NGO do celu jakim jest aktywne społeczeństwo obywatelskie?
De facto będą to dwa pytania:
1. Dlaczegóż to aktywizowanie społeczeństwa ma być takie ważne?
2. Czy wsparcie organizacji społecznych jest rzeczywiście środkiem do tego celu?
Odpowiadając na pierwsze pytanie wyjaśnię jednocześnie alarmistyczną „autokrację” w tytule.
Problem, którego nie zauważa diagnoza zawarta w Strategii, polega na erozji postaw prodemokratycznych w Polsce. Spostrzeżenie to nie wynika z badań, w których obywatele pytani o stosunek do demokracji, wypowiadają się entuzjastycznie, lecz z wyników wyborów, w których widać, że fundamentalne zasady demokracji dla około połowy wyborców nie mają znaczenia. Dla pozostałych zresztą też inne argumenty wydają się być bardziej przekonujące. O wyjaśnieniu rozbieżności między deklaracjami a wyborczymi zachowaniami piszę gdzie indziej, więc tu je pominę.
Jeżeli nie chcemy, co kilka lat zastanawiać się, czy tym razem propozycje niszczące trójpodział władzy, zasadę check and balane, czy subsydiarność, zdobędą większość, czy też jakimiś sztuczkami uda się je pokonać, to trzeba z tym fantem coś zrobić. I miejsce na dostrzeżenie tej potrzeby jest właśnie w strategii. To ona powinna odpowiedzieć na pytanie jak przywrócić/ zbudować wiarę Polaków w demokrację. Podobny problem widać w wielu krajach. Wyobcowane elity, pusta frazeologia demokratyczna, która rozmija się z rzeczywistością, czy wreszcie władza, która „nie dowozi” – wszystko to stanowi zaproszenie do steru władzy dla ugrupowań, które w jeszcze większym stopniu odrywają się od potrzeb społecznych przykrywając to populistyczną maskaradą. Obserwując fasadową demokrację i powszechne poczucie braku sprawczości wśród obywateli, trudno nie dojść do wniosku, że ma to coś wspólnego ze stanem obywatelskich prodemokratycznych postaw.
Wyzwanie więc polega na budowaniu społeczeństwa obywatelskiego kształtującego myślenie w kategoriach dobra wspólnego, postaw odpowiedzialności za wspólnotę i zaangażowania, które daje poczucie bycia podmiotem w demokratycznym porządku a nie tylko odbiorcą albo realizatorem usług społecznych.
Drugie z postawionych pytań dotyka tematu, który wydaje się być tabu, tak powszechnie jest pomijany, a być może nieuświadamiany.
Zarówno strategia, jak i cenna skądinąd analiza przygotowana przez Piotra Frączaka z OFOP, przyjmują to jako pewnik. Wsparcie organizacji społecznych = wsparcie społeczeństwa obywatelskiego. Rozłóżmy to jednak na czynniki pierwsze mając z tyłu głowy problem z postawami prodemokratycznymi.
Co by to miało znaczyć, że jakiś podmiot jest reprezentantem społeczeństwa obywatelskiego? No chyba nie to, że na zlecenie władz realizuje usługi społeczne. Kryterium, które to dobrze weryfikuje jest sytuacja konfliktu władza – obywatele. Ile organizacji pozarządowych w takich okolicznościach stanie po stronie mieszkańców? Nie mam wyników badań, ale z wieloletniej obserwacji różnych gmin i miast stawiam hipotezę, że będą to pojedyncze procenty, a w wielu mniejszych miejscowościach takich organizacji nie będzie w ogóle.
To oznacza, że stawianie znaku równości między wsparciem dla NGO a rozwojem społeczeństwa obywatelskiego jest uproszczeniem, które przyszłość Polski może dużo kosztować.
Statystycznie ta zależność istnieje lecz ograniczona jest do niewielkiej części tych podmiotów. Wspierając „kontraktowe” organizacje nie wspieramy żadnego społeczeństwa obywatelskiego. Pieniądze wydane na kluby piłkarskie, szkoły tańca, organizacje wyręczające urzędy w organizacji imprez, czy nawet konsultacji, równie dobrze można by wydać na przedsiębiorstwa prywatne wykonujące te same zlecenia. Podkreślmy – zadania społecznie użyteczne, sprzyjające integracji i dobrostanowi obywateli, ale przecież nie o to chodzi w budowaniu wspólnot, które tworzą społeczeństwo obywatelskie. Chodzi o znacznie poważniejsze wyzwanie.
Wracając do Strategii podkreślić trzeba, po pierwsze, braki w diagnozie, ale co ważniejsze pomylenie środków z celami w części dotyczącej działań.
By tego uniknąć trzeba zacząć nazywać rzeczy po imieniu. Co innego organizacje społeczeństwa obywatelskiego (to te, które reprezentują interesy mieszkańców), a co innego organizacje świadczące usługi społeczne. Nie ma się co obrażać: i jedne i drugie są potrzebne, ale wrzucanie wszystkich do jednego worka powoduje, że nie jesteśmy w stanie przezwyciężyć jednego z kluczowych problemów rozwojowych Polski.
Przy okazji warto zwrócić uwagę na dyskusję w środowisku organizacji pozarządowych. Do niedawna dominowała sektorowa narracja branżowych interesów organizacji do spraw usług społecznych z takimi priorytetami jak: łatwiej rozliczać granty, więcej środków, więcej szacunku dla trzeciego sektora.
Dziś widać więcej wypowiedzi podkreślający służebność wobec społeczeństwa obywatelskiego, a mniej głosów w stylu „króla słońce”: społeczeństwo obywatelskie to ja.
Te zmiany nie dotknęły niestety rządowego środowiska twórców strategii. Tu nie tylko utożsamia się środki z celami, ale co gorsza w centrum stawia się rządowy aparat wykonawczy. To w realizacji jego zadań pomoc mają świadczyć organizacje pozarządowe.
Fakt, że najwięcej o organizacjach pozarządowych mówi się w kontekście zagrożeń głównie militarnych jest doskonałym przykładem instrumentalnego myślenia o społeczeństwie obywatelskim. Tu głównie reprezentowanym przez miłośników broni, sztuk walki i przetrwania.
Jak czytamy „Strategia została sformułowana w sposób partnerski w środowisku administracji publicznej – w proces jej tworzenia zaangażowały się poszczególne resorty, urzędnicy szczebla regionalnego oraz przedstawiciele różnych instytucji publicznych”.
No i super, jeszcze tylko odbędziemy szybkie konsultacje społeczne, która dadzą sprzeczne rekomendacje, więc się pięknie wyzerują i można dokument uchwalać.
