Euroekolewak Miejski

Popiera Zielony Ład, odpłatność za emisje co2 i każde OZE(nie sroze!) oraz wyższość biopaliw nad paliwami kopalnymi; strefy czystego oraz płatnego transportu z ograniczaniem ruchu aut gdzie się da; system kaucyjny (do rozszerzenia!) i powszechny recykling; powszechny zakaz reklamy każdego alkoholu; zakaz zakupu auta bez dysponowania miejscem parkingowym; pierwszeństwo pieszych, rowerzystów i transportu publicznego na ulicach miast; karę więzienia (bez zawiasów!) za wycinanie drzew bez zezwolenia (zgoda jako wyjątkowy wyjątek – kara też dla urzędników!); zamknięcie Toru Poznań i lotniska na Ławicy oraz eksmisję F-16 z lotniska na Krzesinach; czystkę w Lasach Państwowych, likwidację PSL i PZŁ oraz Ordo Iuris; zakaz zabudowy typu miejskiego poza granicami miast; wyższość tożsamości europejskiej nad narodową; progresywne podatki, zwłaszcza od korporacji i wprowadzenie euro; wypowiedzenie konkordatu… CDN.

Miejski pierdolnik bieżący

17 kwiecień 2026

Pierdolnik globalny, a także krajowy, dominują w przekazie publicznym, i raczej w miarę obecnego rozwoju sytuacji będzie się on „ubogacał”. Pierdolnik miejski nie jest nieważny, bo to, co rozstrzyga o jakości życia ludzi ma charakter LOKALNY, oddziałując bezpośrednio na warunki egzystencji. To, że pierdolnik miejski jest bardziej kameralny niż ekscesy globalne nie oznacza, iż jest mniej godny uwagi.

 Starożytne chińskie złorzeczenie: obyś żył w ciekawych czasach chyba akurat nas dopadło, na raz kilka kolejnych generacji, od baby boomers’ów do zetek. Tylko gryzipióry mają radość, bo jest o czym pisać, gadać, co pokazywać, szukać dziury w całym i dzielić włos na czworo – bez wymyślania njuzów z czapy. Żyć nie umierać w tych mediach…

Smakowitość na początek – już jakiś czas temu „obywatelscy” radni miasta stołecznego Warszawy odstawili zbiorowo kompletną błazenadę. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej byli gotowi pójść, i poszli, na ogólnokrajową kompromitację trwając w oporze przeciw zakazowi nocnej sprzedaży gorzały i innych alkoholiów w stołecznych sklepach i stacjach z paliwem. A paręnaście dni temu zagłosowali zgodnie i karnie akurat na odwrót – za zakazem.

Wcześniej przeciwstawili się swojemu (?) prezydentowi oraz woli zdecydowanej większości mieszkańców Warszawy. Kompletnie zignorowali też opinie biegłych i służb oraz przykłady z innych miast pokazujące pozytywne skutki takiego zakazu. Dlaczego? Bo partia „obywatelska” uosobiona przez jej lokalnego/ stołecznego pod-wodza tak chciała[1]. (Dlaczego tak chciała, to odrębny temat sam w sobie[2]). Kiedy przez media zrobił się z tego gnój ogólnopolski o mało przyjemnym zapachu, nad-wodzu Tusk się sfrustrował i matka-partia zdanie swoje odmieniła. A radni jak obywatelski bóg przykazał zagłosowali potulnie w drugą stronę. Dokładniej temat relacjonowany był tutaj.

Nie pierwszy to raz kiedy rada miasta, tego lub owego, działa jak dobrze naoliwiona, od dawna zakonserwowana maszynka do głosowania pod dyktando włodarza albo lokalnego partyjnego szefa. I nie powinno to już dziwić, ale jednak stale... jakoś dziwi.

Inne dociekania wskazują, że przyczyny tej karności (otępienia?) radnych są strukturalne. M.in. takie, że kandydat na burmistrza/ prezydenta miasta obowiązkowo idzie do wyborów ze swoją drużyną kandydatów do rady miejskiej. Jeśli „ludzie burmistrza/ prezydenta” uzyskują dominującą pozycję w radzie, to jak mogą przeciw niemu głosować? A kto dysponuje posadami w radach nadzorczych czy zarządach spółek komunalnych, plus innymi konfiturami finansowanymi z lokalnej kasy...?

Ale jest gorzej – bo przypadek warszawski pokazał, że radni byli nie tyle przeciw „swojemu” prezydentowi, co ZA matką-partią, której radni w większości zawdzięczają swoje mandaty. Aktywność partii politycznych w samorządach, zwłaszcza dominująca w większych miastach, to wielki problem. Samorządy wielko-/ miejskie, stolce prezydentów/ burmistrzów i miejsca w radach miast to są łupy dla partii, dzięki którym uzyskują wpływy polityczne oraz dostęp do zasobów. Przykład z Warszawy dobitnie pokazuje, jak rozstrzygany jest konflikt lojalności partyjnych funkcjonariuszy samorządowych – partia czy mieszkańcy… To przecież partia rozdaje posady i frukta.

Obecnie ma miejsce szereg wokół-samorządowych/ miejskich „bałaganów”, często z partyjniactwem w tle. Czyli pierdolnik miejski.

Najgłośniejszy dotyczy DWUKADENCYJNOŚCI wójtów/ burmistrzów/ prezydentów. Temat już tłuczony, także przez nas, ale jakby na peryferiach. Ten problem pokazuje jak koślawa jest nasza demokracja, która nie daje się wyobrazić bez figury WODZA (prezydenta, burmistrza, wójta, prezesa, przewodniczącego…). Potrzeba wodza, by ustalał/ unieważniał wolę ludu.. Ciekawe, że mimo popędzania „od góry” od miesięcy nie daje się przepchać przez Sejm ustawy znoszącej dwukadencyjność. Zabiega o to lobby włodarzy przez swoje organizacje pilnujące ich grupowych interesów, rękami PSLu, ostatnio czepiające się także klamki prezydenta. Z drugiej strony jest raczej powszechny, choć mało efektowny społeczny sprzeciwogół narodu chce dwukadencyjności, nawet także dla radnych, posłów i senatorów… .

Wydaje się, że problemy ze zniesieniem dwukadencyjności to wyraźny przejaw narastającego PRZESILENIA SAMORZĄDOWEGO w Polsce. Zmierzałoby ono do gruntownej przebudowy ustroju samorządu terytorialnego tak, by realizował on założenie konstytucyjne, które stanowi DEMOKRATYCZNA SAMORZĄDNOŚĆ LOKALNEJ WSPÓLNOTY MIESZKAŃCÓW. Albo do ostatecznego upadku i degradacji samorządu do formy archipelagu lokalnych, autokratycznych autonomii, zarządzanych dożywotnio przez włodarzy z ich dworami.

Na początku było Słowo. Przez dziesiątki lat obowiązywało w Polsce DOBRE SŁOWO na temat samorządów. Przekaz, iż samorządy są tym najlepszym, co się udało i wszyscy je kochają, był powszechny. Samozadowolenie/ samouwielbienie samorządowych baronów wylewało się z mediów, często z ich własnych. Ale to się skończyło! Samorządy zostały zdenobilitowane jako problemowa sfera życia publicznego tak jak inne sfery. Samorządowe bałwochwalstwo to parawan, za którym chowano rozmaite lokalne brudy, patologie, dysfunkcjonalności. Wiadomo o tym od dawna[3], ale poza centrum uwagi opinii publicznej. Obecnie odbrązawianie samorządu dokonuje się już w mainstreamie. Zasługa w tym samych „włodarzy”, którzy po okresie rządów PiSu wystąpili z szerokimi roszczeniami, ujawniając swoje interesy grupowe. Włodarze chcą większej władzy, więcej kasy i przywilejów, większych wpływów. To jest domknięcie diagnozy stanu samorządu jako pola walki politycznej, partyjnej, gry interesów i grup nacisków, osobistych ambicji, partykularyzmu i prywaty.

Widać, że na gadaniu się nie skończy. Dzieje się.

Dzieje się. Bezczelna kampania promowania interesów samorządowych baronów („swoich”) wywołuje reakcję. „Niewinność” samorządów zbrukali oni sami przez rozmaite „nieformalności”. Sygnalizując tylko – trzy lata temu ujawniono tzw. „samorządowy Erasmus”, polegający na wzajemnym zatrudnianiu włodarzy z różnych miast w radach nadzorczych spółek komunalnych innych miast, bo w swoim prawo zabrania. Media ujawniły wymianę przysług/ fuch między włodarzami np. z Włocławka, Tarnowa, Płocka, Konina, Ostrowca Świętokrzyskiego, Świebodzina czy Wrocławia i in.. Analizę „dorabiania” przez polityków w wielkopolskich spółkach samorządowych Opublikowaliśmy niedawno („Partyjna karuzela w wielkopolskich samorządach”). Obecnie zaistniała nowa jakość – inicjatywa Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska w postaci ogólnopolskiej mapy informującej o zatrudnianiu radnych w spółkach samorządowych kazdymusigdziespracowac.pl.

W pierdolniku miejskim musi być temat referendum odwoławczego – włodarza i/ lub całej rady. To jedyne (poza wyborami) narzędzie sprawstwa mieszkańców w kwestii spraw lokalnych, wywołujące szczękościsk samorządowego establishmentu. W Zabrzu odwołano już prezydentkę. Następny jest Kraków, referendum dot. prezydenta i rady miasta w maju. We Wrocławiu próba się nie powiodła, ale mieszkańcy nie rezygnują, w Rzeszowie odpuścili. W „rozkładzie jazdy” jest też Chorzów i Bytom, a w co najmniej kilku innych miastach panuje klimat przedreferendalny (np. w Poznaniu)… Czy należy (?) łączyć z referendami kwestię odpowiedzialności karnej włodarzy? Najgłośniejsze jest oskarżenie prezydenta Wrocławia (w tle przekręty Collegium Humanum), następnie Częstochowy i burmistrza Trzebnicy. Wiceprezydent Kielc jest już z wyrokiem I-szej instancji, a były burmistrz Murowanej Gośliny z wyrokiem prawomocnym (bez zawiasów). To tylko wybór.

CDN, niewątpliwego pierdolnika.

PS.
Z ostatniej chwili ekspandującego pierdolnika: CBA zatrzymało w Poznaniu już 20 osób, w tym urzędników miejskich od zarządzania drogami pod zarzutami pozyskiwania łapówek od deweloperów za zezwolenia na podejmowane przez nich działania inwestycyjne. Poznań – miasto grzechu[4]: „Agenci CBA znaleźli nie tylko pieniądze i dokumenty, ale także narkotyki oraz nielegalną broń i amunicję. Nowi podejrzani to przedstawiciele firm deweloperskich i projektowych oraz główny specjalista w biurze Miejskiego Inżyniera Ruchu.”

 

[1] Polecam podcast GAZETY WYBORCZEJ „Kto tak naprawdę rządzi Warszawą. I dlaczego nie jest to Trzaskowski

[2] Istnieje dobrze ugruntowane domniemanie, że władza, zarówno publiczna jak i partyjna, o kościelnej nie wspominając, przede wszystkim stara się zadowolić zorganizowane grupy nacisku, jak np. biznesy rozmaite, opinię publiczną mając w poważaniu. Stąd częste rozbieżności między decyzjami władzy a oczekiwaniami mas ludu prostego. Chyba że sytuacja jest szczególna i z jakichś doniosłych względów władza potrzebuje ludowi się podlizać.

[3] Od ponad dwudziestu lat ruchy miejskie i inne inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego zgłaszały i nagłaśniały samorządowe patologie i dysfunkcjonalności, bez większego odzewu („dlaczego musimy walczyć z władzą, którą sami wybraliśmy?”). Od kilkunastu lat eksperci i naukowcy publikowali krytyczne raporty na ten temat. Od kilku – temat na warsztat wzięli publicyści i dziennikarze (patrz Andrzej Andrysiak „Lokalsi. Nieoficjalna historia pewnego samorządu”)

[4] To, przy okazji, tytuł demaskatorskiej książki Marcina Kąckiego o odwrotnej, ciemnej stronie poznańskiej cnoty. O łapówkach jeszcze tam nie ma, ale o przekrętach już tak. Ale nie tylko.

Adres korespondencyjny:
Związek Stowarzyszeń KONGRES RUCHÓW MIEJSKICH
80-236 Gdańsk, Aleja Grunwaldzka 5 
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Konto bankowe: 76 1600 1462 1887 8924 3000 0001
NIP: 779 246 16 30
KRS: 0000671496