Marcin Skrzypek

Forum Kultury Przestrzeni w Ośrodku "Brama Grodzka - Teatr NN"

Absolwent anglistyki UMCS. Muzyk Orkiestry św. Mikołaja i Odpustu Zupełnego. Koordynator Forum Kultury Przestrzeni w Ośrodku „Brama Grodzka – Teatr NN”. Autor „Atlasu sytuacji pieszych”. Współautor Strategii Rozwoju Lublina 2020 i aplikacji Lublina do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Członek Rady Programowej Polskiego Kongresu Obywatelskiego. Publicysta, fotograf, turysta.

Jaki kształt ma rozwój?

24 czerwiec 2022

Działaniami człowieka kieruje rozum i wyobraźnia. Czasem rozum nie radzi sobie bez wyobraźni. Jednym z takich wyzwań jest dla niego rozwój. Obecna wizja rozwoju prowadzi nas na skraj przepaści. Czy możemy pomóc rozumowi, wyobrażając sobie rozwój inaczej niż dotychczas?

Rozwój i postęp traktujemy jako synonimy życia. Trudno byłoby nam żyć bez narracji, że świat się rozwija, a postęp posuwa nas do przodu. Alternatywą jest stagnacja, zastój, kryzys, recesja i regres. Ale zaczynamy też rozumieć, że rozwój rozumiany jako nieustanny wzrost, którego niby potrzebujemy do utrzymania naszego stylu życia, jest raczej czymś niemożliwym w praktyce. Bo nie jest możliwe nieustanne zwiększanie zasobów, których ten wzrost potrzebuje do swojej dalszej kontynuacji. W końcu dojdziemy do ściany i będziemy musieli zmienić cały paradygmat dotychczasowego myślenia. Niewesoła perspektywa.

Widać to bardzo dobrze w przestrzeni miasta, która nie jest z gumy, a także na przykładzie nas samych w tymże mieście. Kiedy wzrost przepustowości ulic powoduje wzrost liczby samochodów, po pewnym czasie pojawiają się konflikty między mieszkańcami, którzy muszą gdzieś parkować i tymi, którzy chcą mieszkać w otoczeniu zieleni. Dochodzimy do punktu, w którym rozwój polegający na zwiększaniu liczby aut oraz długości i szerokości dróg jest już niemożliwy i musi on zmienić swój charakter, przejść w inny rodzaj rozwoju, np. w rozwój sposobów godzenia grup mieszkańców o sprzecznych pomysłach na wykorzystanie tych samych zasobów miejsca.

Wzrost liczby samochodów przekłada się też oczywiście na zwiększanie prywatnych kosztów transportu, więc kiedy do tego rosną ceny paliw i surowców, w pewnym momencie musimy zacząć chodzić pieszo i jeździć rowerem, żeby starczyło nam pieniędzy na życie. Wtedy w głowie może powstać zamęt, bo nagle to, co wyobrażaliśmy sobie jako rozwój, okazuje się ślepą uliczką, a my nie dysponujemy innym wyobrażeniem narracji naszego życia. Mówiąc w pewnym uproszczeniu – jeśli ktoś całe swoje szczęście uzależnił od jeżdżenia nowym autem, przymusowa przesiadka na rower może go wpędzić w poczucie klęski i depresję. Dlatego właśnie potrzebujemy alternatywnych wyobrażeń rozwoju bez wzrostu, a może nawet życia bez rozwoju, aby być szczęśliwymi również na rowerze i pieszo. Tak na wszelki wypadek.

 

autostrady


Spójrzmy inaczej

To jest zatem zaproszenie do spojrzenia z góry na nasze myślenie o rozwoju, do oderwania się od jego schematów, bo one nie muszą stanowić prawd absolutnych. Otacza nas ocean zależności, które łączymy w różne układy poprzez metaforyczne wyobrażenia, a nawet całe ich chmury zwane imaginariami, wyrastające z doświadczeń codziennego życia. Na tym polu możemy być kreatywni. Metafory służą za wzory pozwalające na całościowe uchwycenie współzależności wielu czynników, w których gubi się myślenie wykresami i Excelem. Tworząc nowe metafory, możemy wyodrębnić w oceanie zależności alternatywne sieci powiązań, które być może istnieją w rzeczywistości i odkrycie ich wskaże nam nowe drogi i wyjścia dla rozumu.

Poetycki czasem charakter imaginariów nie powinien zmniejszać ich wiarygodności w oczach rozumu. Bo choć przywykliśmy do myślenia, że rozum jest naszym przewodnikiem, w rzeczywistości rozum podąża za wyobraźnią, która dostarcza mu hipotetycznych modeli tego, do czego rozum jeszcze nie dotarł. To wyobraźnia tworzy paradygmaty, które rozum wypełnia swoim know-how, procedurami i kulturą zarządzania.

Tradycyjnym matecznikiem takiej poezji na usługach pragmatyki i technokracji są kraje Dalekiego Wschodu. My mówimy „pluralizm”, a Chińczycy „niech rozkwita 100 kwiatów”. My mówimy „praca” albo „etos” a Japończycy „droga”. Oprócz drogi miecza czy herbaty, mają oni też drogę zawodowca, shokunin, która nawet sprzątaczce pozwala dojść do mistrzostwa nie gorszego od mistrzostwa w sztukach walki. Do niedawna to poetyckie zacięcie było dla nas tylko sympatyczną egzotyką odległych krajów. Jednak kraje te odnoszą sukcesy, do których my na razie tylko aspirujemy, więc próbujemy podpatrywać, jak one to robią. Może właśnie tak?

Wiemy, że skończył się już potencjał rozwojowy tkwiący we wzroście kapitału ludzkiego. Rezerwowych zasobów upatrujemy w kapitale społecznym, ale on nie daje się tak łatwo kontrolować i używać. Może sposobem na jego lepsze tworzenie i wykorzystanie jest właśnie myślenie metaforyczne, którego nie wstydzą się Azjaci, bo ono nie tylko pomaga lepiej coś zrozumieć, ale też zmotywować nas, abyśmy postępowali wedle tego, co rozumiemy?

Magia krzywej wzrostu

Podstawowym kształtem, który definiuje współczesny rozwój jest linia w prostokątnym układzie współrzędnych. Oś skierowana w prawo wskazuje upływ czasu, a druga skierowana w górę wzrost czegoś, na czym nam zależy. Linia ta może być prosta, ugięta lub zębata, ale musi iść w górę. Dlatego nazywamy ją krzywą wzrostu. Dziś nie trzeba już nikomu tłumaczyć, że pokazuje ona zmiany tylko jednego parametru i nawet jeśli jest on sprytną średnią wielu innych, przedstawia bardzo wybiórczy obraz tego co się naprawdę dzieje.

Krzywa wzrostu ogranicza dostrzeganie zależności, ale nie jest to jedyna wada tego kształtu. Drugą jest stwarzanie pozoru, że wzrost może ciągnąć się w nieskończoność, bo układ współrzędnych nie ma końca. Charakterystyczna sylwetka krzywej wzrostu powtarzana w niezliczonych wersjach działa na nas jak reklama bezwzględnej zasady „szybciej, wyżej, dalej”. Wpatrywanie się w nią sprzyja traktowaniu Ziemi jak perpetum mobile, w którym nic się nie zużywa.

Mówiąc językiem kształtów, oznacza to, że tak naprawdę wcale nie uważamy, że Ziemia jest okrągła, lecz dalej wierzymy, że jest płaska i bezkresna, więc w razie potrzeby zawsze będziemy mogli przenieść się w jakieś inne miejsce wciąż puste, czyste i bogate. Już bliżej prawdy jest każdy kierowca, bo na desce rozdzielczej oprócz licznika kilometrów ma jeszcze przynajmniej wskaźnik paliwa, który od czasu do czasu zmusza go do refleksji.

susza

 

Da się zmniejszyć tendencyjność wskazań krzywej wzrostu, dodając do wykresu trzecią oś i element ruchu. Wtedy jednym spojrzeniem obejmiemy zależność trzech parametrów w czasie, ale nie będzie to już łatwe do zrozumienia. Możliwości takiego obrazowania rozwoju kończą się na animowanym wykresie 3D. Dalsze enumeratywne dodawanie parametrów wymaga kombinatorycznego mnożenia wykresów, co jest już w zasadzie nie do pojęcia.

Siła wyobraźni

Krzywa wzrostu jest więc dla rozumu tworem dość klaustrofobicznym. Być może też dlatego chce on ją przedłużać bez końca, bo to stanowi dla niego jedyną drogę ucieczki. Wracając jeszcze na chwilę do słabości rozumu, zasadniczo traktujemy go dziś jakby sam był sobie sterem, żeglarzem i okrętem. Wierzymy, że jeśli nawet ludzki rozum nie rozwiąże stojących przed nami problemów, to wymyślimy sztuczny rozum, lepszy od naszego, który tego dokona. Tymczasem mamy wokół siebie aż nadto dowodów na to, że ludzkie pobudki, które wpływają na losy krajów, społeczeństw i świata są często sprzeczne z rozumem a nawet ze zdrowym rozsądkiem. Intuicyjnie czujemy, że tak naprawdę jest coś „nie tak” nie ze światem, jak powiedziała Olga Tokarczuk, ale z nami.

Nieuporządkowanie naszych relacji ze światem i innymi ludźmi w znacznym stopniu nie wynika z pracy rozumu lecz psychiki, która „hakuje” ustalenia rozumu. Dlatego żywe jest zainteresowanie psychologią w życiu codziennym i różnymi indywidualnymi czy społecznymi afektami. Chcemy lepiej poznać samych siebie, by rozumieć, dlaczego robimy to, co robimy. Ten poziom refleksji dotyczy jednak spraw uznawanych za osobiste, więc dopóki to się nie zmieni, nie nadaje się on do uzgadniania zasad twórczej współpracy.

Na szczęście dysponujemy też czymś, co nazywa się metakognicją, czyli „myśleniem o myśleniu”, które również pozwala nam spojrzeć na siebie z boku i przeanalizować, jak rozum rozumuje, ale bez wchodzenia w emocje. To właśnie w tym meta myśleniu kluczową rolę spełnia wyobraźnia, dzięki której tworzymy hipotetyczne modele tego, czego jeszcze nie widzimy i nie znamy.

Jednak, żeby postawić nową hipotezę, musimy zrobić dla niej miejsce, wyobrażając sobie, że w ogóle może być inaczej niż dotychczas myśleliśmy. To jest warunek podstawowy. Zróbmy więc to miejsce w swojej głowie i spytajmy, jakim innymi niż krzywa wzrostu metaforami możemy wyznaczyć rozumowi nowe ścieżki do myślenia o rozwoju?

Koło

Popatrzmy najpierw na koło. Jest to archetypiczny wzorzec postrzegania świata przez ludzkość. Ludzie od zarania dziejów gromadzili się kręgiem wokół ogniska, a ich życiem rządziły powtarzające się cykle: dnia i nocy, odżywiania się i wydalania, wędrówki ciał niebieskich, menstruacji, pór roku, wegetacji czy następowania po sobie pokoleń.

Kształt koła rzuca wyzwanie obowiązującemu pojęciu rozwoju, bo w zasadzie jest jego zaprzeczeniem, co wyrażamy w takich sformułowaniach jak „kręcenie się w kółko” czy „cofanie się do punktu wyjścia”. Z drugiej jednak strony pozwala zauważyć to, czego nie pokazuje krzywa wzrostu. Przede wszystkim uwzględnia aspekt ograniczoności zasobów, bardzo istotny dla idei równości i wspólnoty. Dobrze wyraża to szwedzka zasada lagom, czyli używania zasobów „w miarę”; tak, aby starczyło dla każdego. Wyszła ona z tradycji picia w kręgu ze wspólnego naczynia. W ten sposób prosty kształt koła przekłada się na koncepcje egalitaryzmu i wspólnego dobra zawarte także w symbolu okrągłego stołu.

Koło obrazuje zatem zupełnie inne podejście do zmian niż w krzywej wzrostu, bogatsze w implikacje, a jednocześnie bliższe temu, czego w swoim życiu doświadczamy codziennie na własnej skórze. Filozofia „okrągłego wzrostu” uspokaja nasze apetyty, podpowiadając, że nie da się na dłuższą metę nic zdobyć i zgromadzić, że wszystko w naszym życiu jest chwilowe i płynne, ale za to powtarza się jak codzienny poranek, co napawa optymizmem.

Przy okazji koła, nie można nie wspomnieć o spirali. W spirali każda pętla jest nieco inna, dzięki czemu można zaobserwować pewną kierunkowość czyli postęp (albo regres). Taki model rozwoju dostrzegamy w historii. Choć mówimy, że „historia kołem się toczy”, czyli popełniamy te same błędy, to jednak z każdej wojny i kryzysu świat wyłania się nieco lepszy. Spirala jest w istocie trójwymiarową wersją „zębatej” krzywej wzrostu obrazującej cykle koniunktury. Takie podejście do rozwoju nie zachęca jednak do podejmowania aktywności, bo skoro siłą rzeczy i tak jest coraz lepiej, to po co się starać. Może być to nawet niebezpieczne, bo sugeruje, że kryzysy i ofiary są wręcz nieodzowne, żeby było coraz lepiej. Z drugiej strony zachęca do zastanowienia, co robić, aby skok spirali był coraz większy, czyli co dobrego warto świadomie zachować z poprzedniego cyklu w kolejnym, żeby świat był najlepszy z możliwych?

 

stara walizka


Walizka

Nieustanny kołowy ruch najczęściej widzimy na zegarze, a on naprowadza nas na trop kolejnego kształtu rozwoju, którego cechą charakterystyczną jest ograniczoność podstawowych zasobów człowieka, jakimi są czas i uwaga. Nic bez nich nie zrobimy, nie możemy ich produkować ani kumulować, ale otrzymujemy ich na bieżąco wystarczająco dużo i każdy tyle samo. Jeżeli doba ma tylko 24 godziny, a ludzka uwaga nie jest podzielna w nieskończoność, to znaczy, że nasz rozwój zależy od tego, na co poświęcimy ten czas, a więc od proporcji. Jeśli poświęcimy, jak statystyczny Polak, aż 4 godziny dziennie na oglądanie telewizji, to oznacza, że nie przeznaczymy ich na inne, być może ważniejsze aktywności.

Sytuację tę można porównać do pakowania walizki. Każdy zna te dramatyczne chwile, kiedy do plecaka na wędrówkę lub do samolotu można zabrać tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Odkładamy na bok kolejne przedmioty, których nie da się spakować, optymalizujemy ich funkcje i rezygnujemy z zaspokajania niektórych potrzeb. To, co się wtedy dzieje jest w małej skali przykładem alternatywnego model rozwoju w którym liczy się nie ilość lecz relacje: dobór, układ i proporcje. Trudniej mierzyć taki rozwój niż wzrost na krzywej, ale krzywą wzrostu walizki nie spakujemy, a jest to czynność kluczowa w wielu okolicznościach decydujących o jakości naszego życia.

Relacje otwierają nas na zupełnie inne rejony myślenia niż byty zmysłowe obejmowane krzywą wzrostu. Relacji czy proporcji nie można gromadzić jak przedmiotów. Nie chodzi o to, aby mieć ich więcej lub bardziej intensywnie, lecz aby były one właściwe. Pod jakim względem? Oto jest pytanie!

Zastąpienie w myśleniu o rozwoju rachunku ekonomicznego rachunkiem proporcji, poboru doborem, nie jest żadnym nowym wynalazkiem, lecz powrotem do źródeł naszej cywilizacji. Szukanie właściwych proporcji było przecież cechą charakterystyczną kultury starożytnej, która stworzyła pojęcie złotego środka. Dziś inspiracje do szukania właściwych relacji odnajdujemy w naturalnych ekosystemach.

Ogród

W ten sposób dochodzimy do najbardziej paradoksalnego pojęcie rozwoju jakim jest homeostaza, czyli trwanie złożonego układu w stanie dynamicznej równowagi, wyspy stabilnego porządku w oceanie dynamicznego chaosu. Naturalne homeostazy tworzą się same i dzięki nim żyjemy, więc powinniśmy umieć je rozpoznawać i starać się ich nie zaburzać. Przykładem może być tu równowaga między populacjami różnych mikroorganizmów na naszej skórze i w przewodzie pokarmowym. Homeostazy tworzone przez człowieka nie muszą przybierać akurat takich stanów, na jakich nam zależy. Jeśli na skutek globalnego ocieplenia zaleją nas oceany, to z pewnością powstanie jakaś nowa równowaga ludzkiej cywilizacji, ale niekoniecznie pożądana. Raczej nie jest w tym momencie naszym celem budowa portu w Malborku czy uprawa daktyli na Mazowszu.

Emblematem pożądanej równowagi stworzonej przez człowieka jest ogród. Ogrody są dziełami długiego trwania, a jednocześnie cały czas zarastają, więc wymagają nieustannej pielęgnacji czyli ciągłej pracy. Im nasze pojęcie ogrodu jest bliższe stanowi naturalnemu, tym mniej pracy on wymaga od ogrodnika. Jest to jeden ze sposobów rozumienia rozwoju zrównoważonego, który w rzeczywistości może nie mieć nic wspólnego ze zmianą o interesujących nas parametrach, lecz ze znalezieniem stanu równowagi, który jest realnie możliwy do osiągnięcia i utrzymania. Czyli z dostosowaniem oczekiwań do możliwości.

Trwanie nie musi jednak oznaczać martwoty. Wystarczy popatrzeć na ptaka szybującego na wietrze. Wydaje się on być zawieszony bez ruchu, ale tak naprawdę cały czas pracuje nad utrzymaniem się w powietrzu. Podobnie jest z wieloma aspektami życia człowieka, choćby z kulturą i zdrowiem. Słowo kultura pochodzi od łacińskich słów oznaczających pracę: dbanie, pielęgnację, uprawę roli (colere, cultus agri). Zdrowie też nie jest stabilnym stanem. Patogeny atakują nas nieustannie, nie możemy się od nich odizolować. Na szczęście również nieustannie pracuje nasz system immunologiczny, który niczym pompy odprowadzające wodę z przeciekającego okrętu, cały czas utrzymują zarazki w ryzach. Podobne systemy umożliwiają współpracę w społeczeństwie. Stale mitygują one międzyludzkie animozje i konflikty interesów, by utrzymać partnerów w stanie równowagi umożliwiającej im wspólne dążenie do celu.

ogród


Wyobrażenie rozwoju jako ogrodu oswaja nas z faktem, że perspektywa nieustannej konkwisty, produktywności i progresu sąsiaduje w naszym życiu ze stanem permanentnej straty, z którą również musimy umieć sobie radzić. Wszystko, cokolwiek tworzy człowiek, niezmiennie rozpada się i dziczeje. Słowa tracą znaczenie, zapominamy ważne doświadczenia indywidualne i historyczne. Interesujący nas ład i porządek trzeba ciągle odnawiać, bo cały czas zaciera się on w procesie rosnącej entropii, która jest naszym ostatecznym i najgroźniejszym przeciwnikiem. Żyjemy na fali sensu, którą musimy nieustannie tworzyć i podtrzymywać. Wizja ogrodu pozwala spojrzeć na te smutne wnioski w radosny i twórczy sposób.

Splot

W spiralnej logice rozwoju istnieje pewien specyficzny obszar, w którym rozwój pozostaje poza kontrolą człowieka. Jest nim osobiste doświadczenie biologii własnego życia: dzieciństwa, dojrzewania, dorosłości i starości. Każdy człowiek przeżywa te chwile tylko raz. Aby się do nich przygotować, może korzystać z doświadczeń pokoleń, ale nie zrozumie ich w pełni, dopóki sam tego nie doświadczy. A potem nadchodzi kolejna zmiana, której znów musi stawić czoła jako kompletny dyletant. Wzdychamy czasem: „Gdyby młodość wiedziała, a starość mogła”. W tym powiedzeniu tkwi bardzo ciekawy postulat rozwojowy, może ważniejszy dla naszej cywilizacji i społeczeństwa niż to, jakiego paliwa będziemy używać w samochodach za 20 lat.

Dlatego tak istotny jest kontakt młodych nie tylko z rodzicami, przeciwko którym się buntują, ale także z seniorami. Pozytywna relacja dzieci z dziadkami i babciami jest faktem obserwowanym przez badaczy kultury i stanowi charakterystyczną cechę cyrkularnej natury naszego życia społecznego. Idąc tym tropem, z angielskich słów loop (pętla) i development (rozwój) można stworzyć inspirujący neologizm develoopment jako ciekawą kontrpropozycję dla nieco niezgrabnego i pesymistycznie brzmiącego określenia post- lub degrowth (postwzrost, dewzrost). Ukuto je, by móc jakoś nazwać koncepcję rozwoju alternatywną wobec rozwoju obrazowanego krzywą wzrostu.

Żaden z tych terminów nie brzmi zbyt elegancko, ale develoopment ma coś, czego nie mają degrowth i postwzrost, a mianowicie pewną konstruktywną propozycję programową związaną z biologiczną cyklicznością procesów rozwojowych. Słowo „rozwój” pochodzi od czasownika „wić”, czyli „pleść”. Zatem develoopment można by przetłumaczyć np. jako „splot”, powtarzalny wzór, a stąd już blisko do zjawiska tradycji będącej niegdyś „uzwojeniem” stabilnego dobrostanu człowieka.

Sito

Przedmiotem, który swoim kształtem najbardziej przypomina działanie tradycji jest sito, ponieważ można nim odsiać coś, co jest nam potrzebne podobnie, jak robi (robiła?) to tradycja. W tym momencie przechodzimy oczywiście z gry wyobraźni kształtami do gry procesami, ale warto otworzyć się również na taką możliwość. Treścią tradycji mogą być relacje i proporcje, ale także zasady i reguły, jak uprawiać ten nasz wspólny ogród.

Dawniej, w sytuacjach ograniczonego dostępu do zmian dziejących się na świecie, lokalna tradycja była czymś intuicyjnym i transparentnym. Dziś jej zachowywanie staje się świadomą sztuką, która wymaga postawienia sobie pytania, co warto odrzucić z oferty współczesności, a co przepakować na dalszą drogą do swojej walizki z walizek poprzedników. Świadomej pracy z dziedzictwem potrzeba szczególnie w obszarach zbiorowej pamięci związanych z trudną historią. Staje się to krytycznym warunkiem przetrwania ludzkiej rodziny, w której nieprzepracowane traumy potrafią wybić jak zatkana rura kanalizacyjna.

Ponieważ tradycja jest produktem struktur długiego trwania, możemy w niej znaleźć narzędzia w takim trwaniu pomagające, które mogą się sprawdzić także we współczesnym świecie. Jednym z nich jest południowoafrykańska filozofia ubuntu „jestem, bo jesteśmy”, czyli odczytywane swojej indywidualnej tożsamości poprzez związki z innymi ludźmi. Jest to wyobrażenie bliskie poczucia bycia częścią ekosystemu, ale też można je łatwo zweryfikować w życiu codziennym. Intuicyjnie o tym wszystkim wiemy, ale lepiej to widzieć, mieć przed oczami, aby miało to wpływ na nasze działanie. Strukturą przypominającą zasadę ubuntu jest hologram, którego każda część zawiera informacje o całości. Może dość już tego postępu polegającego na rozwijaniu swojego dobytku i zamiast tego należy zacząć rozwijać dobytek ludzi ubogich? Bądź człowiekiem w 3D, pomóż innym! Czyż nie jest to motywujące hasło?

Na styku tych wyobrażeń leżą obszary związane z edukacją i know-how życia społecznego, o które trzeba dbać stale, ale wciąż na nowe sposoby, bo zmieniają się procesy ich rozumienia i erozji. W nowych warunkach musimy wymyślać inne sposoby, aby wiedzieć i szanować to, co wcześniej zapewniło życiu kontynuację w naszych osobach, bo stare sposoby już nie zawsze działają. Można powiedzieć, że cały czas musimy przekonstruowywać nasze sita, aby wciąż zatrzymywało się na nich, to co strategicznie ważne. Rozwój może więc polegać nie tylko na tworzeniu czy stosowaniu metod osiągania pozytywnego status quo, lecz na uaktualnianiu ich w coraz to innych okolicznościach, które nam to utrudniają.

Limes

Wiele znaków wskazuje na to, że odejdziemy od krzywej wzrostu nawet jeśli nie zastąpimy jej żadnym nowym „logo” (symbolem) rozwoju. Nie jest jednak przesądzone, czy stanie się to zanim odkryjemy, jak ta krzywa się kończy. Być może będzie to po prostu wielka niestabilność: globalna katastrofa lub tajemniczy „reset” gospodarki, czyli zmiana wszystkich reguł gry albo jakaś inna „osobliwość”. Istnieje jednak także hipotetyczna odwrotność tej sytuacji czyli „wielka stabilność” ograniczenia rozwoju. Matematyka podsuwa tu pojęcie asymptoty obrazującej tzw. granicę funkcji, limes. Jest to linia (prosta), do której krzywa ciągle się zbliża, ale nigdy jej nie przetnie, bo im bardziej się do niej zbliża, tym bardziej ucieka w kierunku do niej równoległym. Czymś w rodzaju asymptoty jest prędkość światła. Czy możemy dopasować jakieś realne okoliczności do takiej sytuacji?

Prorocy postępu nie wierzą ani w ostateczne katastrofy ani w asymptoty rozwoju, twierdząc że rozwój techniki zawsze przeniesie nas na jakiś wyższy poziom. Czemu akurat techniki? Bo zawsze znajdziemy jakiś sposób, żeby pójść dalej i mieć więcej. Nie biorą jednak pod uwagę, że w jakimś czasie możemy po prostu nie mieć już na to ochoty. Potencjalną asymptotą rozwoju jest np. kres użyteczności rozwoju technologii. Ile jeszcze życiowych udogodnień i mocy obliczeniowej potrzebujemy, aby mieć więcej satysfakcji z życia? Może nie każdy jest Diogenesem, któremu do szczęścia wystarcza beczka i słońce, ale ile jeszcze przepływu informacji jest w stanie znieść nasz mózg, na ile jeszcze rozrywek możemy mieć codziennie czas?

 

inteligencja sztuczna


Zwój

Futuryści w takich sytuacjach przechodzą do koncepcji post-człowieka żyjącego wiecznie w formie cyfrowej, w której stać go na wszystko, bo jest to tworzone z informacji zastępującej fizyczną realność. Tym samym dochodzimy do koncepcji Nieba, które jednak przez racjonalistów odbierane jest jako miejsce dość nudne, bo jeśli ma się wszystko, to niczego już nie można chcieć. Chyba że post-człowiek zaprogramuje się tak, aby chciał tego wszystkiego na co będzie mógł sobie pozwolić dzięki cyfrowej magii. Będzie więc tego nieustannie chciał i to dostawał. Paradoks polega na tym, że identyczny wynik osiągniemy, dzieląc obie strony tego równania przez „wszystko”. Otrzymamy wtedy Diogenesa, który jest szczęśliwy, nie dlatego, że ma to, co chce, ale że chce tego, co może mieć. Może zatem zamiast bronić dotychczasowego stylu życia, łatwiej go zmienić na jakiś bardziej możliwy do utrzymania w skali pokoleń? Taki rozwój, a może raczej „zwój” naszych apetytów już się dzieje oddolnie jako recepta na negatywne skutki upierania się przy nieustannym wzroście. Czy nie jest to bardziej realny i łatwiejszy do realizacji scenariusz postępu niż stworzenie Nieba?

 

PS. Wyróżnienia w tekście pochodzą od redakcji portalu. Materiał ilustracyjny dzięki www.pixabay.com

Adres korespondencyjny:
66-400 Gorzów Wielkopolski, ul. Ukośna 13/4  
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Konto bankowe: 76 1600 1462 1887 8924 3000 0001
NIP: 779 246 16 30