Lech Mergler

Aktywista miejski z Poznania, z zawodu inżynier, potem wydawca i publicysta. Współtwórca stowarzyszeń My-Poznaniacy i Prawo do Miasta. Współorganizator Kongresu Ruchów Miejskich w 2011 r. w Poznaniu, prezes zarządu KRM 2016-2019. 

NO KINGS! NO BISHOPS! NO PREACHERS!

14 wrzesień 2026

W pierwszą środę września br. na osiedlu Maltańskim w Poznaniu miała miejsce druga eksmisja[1] jednej z mieszkanek, bardziej brutalna i gwałtowna od pierwszej, wcześniejszej. Z jednej strony pały, kaski, tarcze, ochraniacze oddziałów policyjnych. Z drugiej – opór w formie sittingu kilkudziesięciu osób solidarnie próbujących zablokować eksmisję.

Fakty są raczej szeroko znane, opisane, sfilmowane, sfotografowane i z różnych stron zinterpretowane[2]. Trudniej zobiektywizować przygnębiające wrażenia, kiedy ogląda się policjantów w kilku wyrywających siłą pojedyncze osoby z grupy protestujących, siedzących na ziemi i trzymających się za ręce, albo skutych łańcuchami. Skojarzenia są z podobnym rozbiciem przez policję Marszu Równości pod Starym Browarem w Poznaniu w 2006 r., albo mocno dawniej – z szarpaniną z ZOMO w czasach słusznie minionych. Przemoc bardzo emocjonuje i to w najgorszym sensie.

plakat.jpeg


Obywatel wobec władzy siły 

Istotny dla „siły rażenia” sytuacji jest tu strukturalny kontekst: bezbronni mieszkańcy, którzy mają przeciw sobie takie potęgi jak lokalna władza publiczna, kościół hierarchiczny, bogaty biznes deweloperski z zapleczem (prawnym, medialnym, detektywistycznym...). Plus państwowy wymiar sprawiedliwości (ślepej) z aparatem ścigania. Taki jest kontrast: po kilkakroć silni (władza polityczna, duchowa, finansowa, sądowa..) przeciwko na kilka sposobów słabym. Jak w znanym gorzko-szyderczym przekazie, że polskie państwo jest silne wobec słabych i słabe wobec silnych. To przy elementarnej wrażliwości motywuje do pogłębionego komentarza. Cała ta sytuacja pokazuje w jaskrawym świetle jak siła władzy politycznej, religijnej, biznesowej i wymiaru sprawiedliwości z organami ścigania bezwzględnie dominuje nad zwykłym człowiekiem.

W centrum argumentacji za eksmisjami i całą sytuacją polegającą na sprzedaniu terenu wraz z ludźmi i ich domami jest tzw. święte prawo własności. Wokół niego budowane są piętrowe argumenty zainteresowanych/ uwikłanych podmiotów. Legitymizują one/ usprawiedliwiają przemoc, brutalność, okrucieństwo, kłamstwa i kampanie oszczerstw, manipulacje medialne. Skierowane wobec opornych mieszkańców, którzy nie chcą pokornie opuścić domów zajmowanych od pokoleń. Nacisk jest na własność prywatną, co w tym przypadku jest nieco karkołomne, bo ustawia kościół – właściciela terenu – w dwuznacznej roli podmiotu komercyjnego biznesu, a nie dysponenta zasobów religijnej wspólnoty, przez jej członków użytkowanych, czyli własności społecznej.

Otoczona kultem opartym na mechanicznym, nazbyt prostym rozumieniu kategoria PRAWA WŁASNOŚCI jest w dużym stopniu zmitologizowana w publicznym dyskursie, stąd szeroko używany przymiotnik ŚWIĘTE, werbalnie je sakralizujący.

Ma więc ono być nieskazitelnie dobre, wywyższone więc nadrzędne nad wszystkimi innymi prawami, nietykalne, nienaruszalne, niekwestionowalne itd.

To jest nadużycie jednostronnie fałszujące stan faktyczny rzeczy w tej materii. Prawo własności nie jest absolutne, jest WZGLĘDNE i OGRANICZONE, co oznacza, że istnieją okoliczności i wartości, które z punktu widzenia prawa są donioślejsze niż prawo własności. To prowadzi do jego wielostronnych  ograniczeń w określonych sytuacjach, w imię tych innych, wyższych lub równorzędnych wartości. Na przykład korzystanie z prawa własności wbrew regułom życia społecznego jest zakazane. Inne przykłady w Konstytucji i ustawach, gdzie rzecz ta jest doprecyzowana.

Dalej – powyżej jest mowa o własności na gruncie prawnym, ale przecież prawo nie jest jedynym regulatorem postępowania jednostek i funkcjonowania społeczności. Tu, zwłaszcza w związku z zasadniczym uwikłaniem kościoła, można jako pierwsze przywołać sumienie, często mające korzenie w przekazie religijnym. Bywa, że religia wymaga by w pewnych okoliczności jej wyznawcy łamali prawo świeckie, na rzecz głosu sumienia (religijnego). Moralność, jeden z najważniejszych regulatorów postępowania ludzi ma także pozareligijne podstawy: „bycie przyzwoitym” nie potrzebuje religii, jak i wiele innych. Plus dobre obyczaje i utrwalone zwyczaje.

Domek.jpeg

"Mieszkanko" arcybiskupa poznańskiego, abepe Zielińskiego, w tle katedra.

Kościół Chytrus-owy

„Głodnych nakarmić, bezdomnych w dom przyjąć” to dwa z siedmiu uczynków miłosierdzia wobec bliźnich w potrzebie obowiązujących chrześcijan, sformułowanych najpewniej przez Doktora Kościoła, św. Tomasza z Akwinu już w XIII wieku.

W ciągu niemal dwóch tygodni od brutalnej eksmisji, która poruszyła opinię publiczną w Poznaniu i dotarła do opinii krajowej pojawiły się liczne komentarze objaśniające z różnych punktów widzenia całą sytuację, jej źródła/ korzenie, uwarunkowania.

Dominującym wątkiem krytycznym jest przekaz wskazujący na sprzeczność pomiędzy deklaracjami i oficjalnym nauczaniem kościoła jako strażnika dobra, cnoty i moralności a jego własnym postępowaniem w tej sprawie. Naczelny narodowy moralista, definiujący Urbi et Orbi dobro i zło ma być w swej własnej, publicznej działalności wyłączony z porządku moralnego i moralnej oceny.

Ta maskarada jest żenująca. Stąd się bierze szydercze określenie KOŚCIÓŁ CHYTRUSOWY (a nie Chrystusowy), obojętny na potrzeby bliźnich, słabszych, bezbronnych i bezradnych, za to na potęgę pazerny…. Nastawiony na bezwzględne egzekwowanie prawa własności jak krwiożerczy kapitalista-wyzyskiwacz, krytycznie przedstawiany w literaturze, nie tylko socrealistycznej. Działalność biznesu w Polsce po 1989 r. od początku była moralnie wyłączona, kościół spektakularnie doń dołączył. Nowość polega na efektownej performatywności faktu deprawacji[3], bo wcześniej była ona bardziej dyskretna.

Prawo własności kościoła jest formalnie oczywiste, ale są racje historyczne podważające prawo kurii do traktowania terenu osiedla jak towar – przedmiot obrotu w komercyjnych celach. Przede wszystkim dlatego że teren ten jest od kilku pokoleń zamieszkany przez kilkaset rodzin. Spekulacja gruntami przez instytucje kościelne przekazywanymi w dobrej wierze przez państwo była do niedawna masowa, choć dziś jest jasne, że ten proceder był pełen nadużyć.. Ale w tych ciemnych operacjach do tej pory kościół nie posunął się tak daleko, by próbować bez żenady wzbogacić się kosztem wielkiej ludzkiej krzywdy, na dużą skalę – w  grę wchodzi los setek ludzi.

Kościół, władza, biznes (+ sądy) przekonują, że eksmisje są słuszne, prawidłowe itd., ale też jedyne legalnie możliwe. To nieprawda – oto dowód w postaci alternatywnego rozwiązania dla identycznego problemu także w Poznaniu. Osiedle ks. I.Skorupki na Górczynie – 140 ha zamieszkanych przez ok. 700 osób na 227 działkach. Założone w latach 30-tych na gruntach kościelnych dla wsparcia ludzi biedniejszych, potem jako ogród działkowy stopniowo było zasiedlane i zamieszkiwane, jak na os. Maltańskim. Już ponad 60 lat temu niemal wszystkie działki były na stałe zamieszkane w budynkach własnoręcznie wzniesionych. W 1993 r. przeszły one na własność mieszkańców, rok później formalnie powstało osiedle samorządowe. Dziś ma pełną infrastrukturę i kwitnie. Można było?

Kwestia, czy zrobiono wszystko by znaleźć przyzwoite, a nie tylko pieniężnie korzystne (dla kurii) rozwiązanie jest oczywista – NIE! Stoi za tym pazerność kościoła, obojętność władzy miejskiej, ślepa nieczułość sądów. KK to Katolicka Korporacja tu w roli niesławnego w Poznaniu czyściciela nieruchomości, idąca w ślady „czyścicieli kamienic” dręczących niegdyś lokatorów kamienicy przy ul. Stolarskiej[4] i nie tylko, z których niektórzy skończyli w kryminale.

JJ_spierdala.jpeg

Prezydent Poznania ewakuuje się ze spotkania z mieszkańcami os. Maltańskiego w trybie ucieczki

Prezydent Jaśkowiak: to spisek złych ludzi!

Urzędujący prezydent Poznania dystansuje się od problemu i losu kilkuset rodzin[5] na os. Maltańskim. To kwestia do rozwiązania wyłącznie między kurią biskupią a mieszkańcami, którzy umościli się nie na swoim terenie i nie chcą go opuścić. Miastu nic do tego. Przez szereg miesięcy prezydent nie zechciał się z nimi spotkać i wysłuchać racji. Nic to, że miasto ma udział w osiedlu w postaci miejskiej świetlicy. Sam zaangażował się w kolportowanie pomówień nt. liderki mieszkańców os. Maltańskiego. Jasne, że wspiera działania parafii, kurii i dewelopera. Rozdrapuje swoje „cierpienia”, których miał doznać w związku z „zamachem” tortem na sesji rady miasta i straszy, że inni też mogą stać się celami „ataku”.

Uważa, że konflikt jest wywołany i podtrzymywany w niecnych celach politycznych przez warchołów z osiedla, anarchistów, partię Razem i inne lewactwo albo plugawych aktywistów. To jest spisek! No taki facet…

Trzeba przypomnieć, że od dziesiątek lat władza świecka (i kościelna) legalizowały zamieszkanie na działkach osiedla Maltańskiego, stwarzając wrażenie trwałości gwarantującej bezpieczeństwo egzystencjalne mieszkańców. Uzyskali oni zameldowanie na miejscu w pobudowanych domach, płacili podatek od nieruchomości i za media. Miasto „zalegalizowało” osiedle włączając je w strukturę poznańskich osiedli samorządowych, przez lata ukształtowała się tam wspólnota mieszkańców połączona silną więzią itd. Proboszcz DESKUR parafii, do której teren należał, po latach zamieszkiwania sprytnie podsunął umowy dzierżawy, co nieświadomych mieszkańców pozbawiło prawa do zasiedzenia… Odmówił im też sprzedaży działek i zablokował podłączenie osiedla do miejskiej sieci wodno-kanalizacyjnej.

Mieszkańcy os. Maltańskiego oczekiwali, że prezydent ich miasta podejmie się oczywistej jakby dla „ojca miasta” roli sprawiedliwego rozjemcy czy mediatora w konflikcie z kurią. Nic z tych rzeczy, wielkie rozczarowanie postawą władzy świeckiej, nie mniej niż kościelnej. Ta ostatnia utraciła kompletnie twarz i wiarygodność po zaistnieniu eksmisji, jako że proboszcz Deskur ręczył własną głową, że żadnych eksmisji nie będzie! Są i będą kolejne! Resztki zaufania do obu tych instytucji publicznych wyparowały…

Nie broni się przekaz, że za buntem na os. Maltańskim stoi jakiś tajemniczy spisek elementów skrajnych. W całym Poznaniu rośnie liczba poważnych konfliktów między społecznościami mieszkańców a władzą i popieranymi przez nią grupami nacisku, działającymi dla partykularnych interesów, zwłaszcza deweloperami.

Władza prezydencka nie jest w stanie rozumieć społeczno-ekologicznego i obywatelskiego wymiaru tych konfliktów.

Wg spiskowej wizji totalnie w Poznaniu ekspanduje wszechogarniający spisek sił diabelskich przeciw prezydentowi... Pokazuje to na deficyty inteligencji społecznej u prezydenta i elity władzy. Plus na technokratyczną, neoliberalną perspektywę myślenia prezydenckiej biurokracji. Uniemożliwia to zobaczenie społecznego charakteru wyzwań – ludzie mają swoje prawa i potrzeby, w tym prawo do walki o swoje warunki życia, a władza publiczna ma ich w tym wspierać.

osiedle.jpeg

Osiedle Maltańskie 

Inne okoliczności i konteksty

Rada miasta zwiększyła rynkową wartość terenu os. Maltańskiego podnosząc znacznie maksymalną dopuszczalną wysokość zabudowy w niedawno uchwalonym ogólnym planie zagospodarowania przestrzennego. Mała rzecz, a cieszy, zwłaszcza dewelopera i sprzedawcę gruntu, czyli abepe ZIELIŃSKIEGO. Tyle że to nie oni wybierali członków Rady Miasta Poznania, lecz mieszkańcy. Nie chodzi tu o unieważnianie prawa własności tylko o bezwzględny sposób jego egzekwowania dla zysku, bez śladu społecznej wrażliwości na ludzką krzywdę i ludzkie losy.

Skąd taka determinacja organów władzy publicznej w oczyszczaniu osiedla z mieszkańców? Zarzut m.in. dokonania samowoli budowlanej ma uzasadniać eksmisje. Tyle że w Polsce nie ma praktycznie konsekwencji samowoli budowlanych. Policja nie jest też nasyłana na patodeweloperów, łamiących hurtem prawo budowlane i nie tylko. Liczni złoczyńcy przeciw którym toczą się postępowania karne chodzą luzem na wolności i dalej bezkarnie grzeszą jak Braun, Bąkiewicz czy Matecki i ich wspólnicy. Powszechne bezprawne parkowanie na chodnikach i w zieleni w ogóle nie jest ścigane. A marszu niepodległości, grup kikolskich czy różnych samozwańczych patroli policja po prostu się boi. Mieszkańców os. Maltańskiego się nie boi, a „porzundek” w Poznaniu być musi, nawet kosztem ludzkiej krzywdy.

Wiele wskazuje, że szczególna surowość władzy i policji wynika z tego, iż chodzi o teren należący do kościoła. Jakby zagrożenie dla kościelnej własności było nie tylko świętokradztwem wymierzonym w stan posiadania kościelnego boga, ale też odrębnym, ciężkim przestępstwem w prawie świeckim.

Mamy tu zasadniczy konflikt wartości tym bardziej rażący, że jego stroną jest zinstytucjonalizowany i sformalizowany „autorytet moralny”, unieważniający swoim postępowaniem konstytutywny dla siebie, nowotestamentowy przekaz o miłości bliźniego, powszechnie kolportowany z ambon. Wielostronnie uprzywilejowana, potężna instytucja bezwzględnie egzekwuje od władzy publicznej swoje interesy[6], bez oglądania się na społeczne koszty i konsekwencje dla dużej społeczności. Można działając ewidentnie podle literalnie nie łamać jednocześnie prawa, jak ta kkk[7].

Wszystko to stawia pod znakiem zapytania formułę ładu społecznego w którym jednostronna dominacja komercyjnych interesów potężnej instytucji nad minimum przyzwoitych reguł współżycia społecznego funkcjonuje jako standard, właściwa i jedynie słuszna norma. Czy może jeszcze dziwić, że wg badań duża część/ większość rodaków nie uważa władzy w Polsce za „swoją”, władza to jacyś ONI, także władza samorządowa?

Po co więc nam taki ład i władza, która za nim stoi? Po co biskupi – książęta kościoła, prałaci i proboszcze, dla których sporo bardziej niż życiowe potrzeby wiernych liczą się materialne biznesy, kasa, zyski?

Jakie są/ mają/ mogą być konstytutywne wartości naszej wspólnoty, niezbędne by mogła ona w miarę harmonijnie funkcjonować, byśmy mogli razem żyć?

Póki co czeka nas kilkadziesiąt kolejnych eksmisji z wniosku biskupa.

protest.jpeg

 

[1] Szerzej tutaj: https://www.tokfm.pl/polska/wielkopolskie/brutalna-eksmisja-na-zlecenie-poznanskiej-kurii-protestujacy-jezus-stalby-tutaj-z-nami? 

[2] Kilkudziesięciohektarowe Osiedle Maltańskie w Poznaniu (pobliżu jeziora znanego z zawodów w kajakarstwie/ wioślarstwie) zamieszkuje od kilku pokoleń kilkaset rodzin (ponad 300). Po wojnie pobudowali tam sobie domy bez załatwienia podstawowych formalności i tytułu prawnego do gruntu. Teren należący do kościoła został niedawno sprzedany deweloperowi wraz z mieszkańcami za ponad 420 mln zł. Kościół ma w ramach umowy pozbyć się mieszkańców.

[3] Nie sposób tu nie wspomnieć o tym, z jaką determinacją kościelna hierarchia broni się przed wzięciem odpowiedzialności za występki kościelnych funkcjonariuszy, z aktami pedofilii na czele.

[4] Dla przypomnienia i rozpoznania analogii materiał medialny https://www.poznan.pl/mim/info/news/poznan-przeciwko-czyscicielom-kamienic,108231.html

[5] Według aktualnych informacji wciąż prawie 160 działek jest zamieszkanych przez kilkaset rodzin – za Wielkopolską Telewizją Kablową.

[6] Warto wspomnieć istotną zaszłość: na ziemiach polskich pod pruskim zaborem kościół bywał zaufanym depozytariuszem nieruchomości, na których zakup zrzucali się sami wierni. Dlatego że pruski zaborca zakazał Polakom kupować ziemię, a kościołowi nie. Po upadku komuny kościół uzyskiwał formalny tytuł własności do nieruchomości historycznie nabytych przez zbiórki publiczne wśród wiernych, w tym np. szkoły. Nikt nie odważył się przeciwstawić, także sądy.

[7] Katolicka korporacja kościelna.

 

belka.jpeg

Adres korespondencyjny:
Związek Stowarzyszeń KONGRES RUCHÓW MIEJSKICH
80-236 Gdańsk, Aleja Grunwaldzka 5 
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Konto bankowe: 76 1600 1462 1887 8924 3000 0001
NIP: 779 246 16 30
KRS: 0000671496