„Zamach” został wykonany za pomocą tortu z bitą śmietaną, rzuconego w prezydenckie oblicze, z którego obfite resztki (tortu) popłynęły w dół na garniak. Samo lico fizycznie nie ucierpiało, poza wymuszonym kontaktem z bitą śmietaną.
FAKTY i OKOLICZNOŚCI
Istnieje dobrze ugruntowany tradycyjny rytuał wyrażania społecznego niezadowolenia przez obrzucanie decyzyjnych ważniaków tortami, popsutymi jajkami, zgniłymi pomidorami itp. Akty te nie są uznawane en bloc za przemoc hard. Przypomnijmy taki „nasz” soft-„zamach” – w 1997 r. w Paryżu grupa prawackich młodzianków pt. „Naszość” rzucała jajami w prezydenta Kwaśniewskiego, bo komuch. Nie wyszło, chybili celu, trafili w kogoś innego. Amatorzy.
Oczywiście nie należy rzucać tortami w nikogo, w filmach z Flipem i Flapem jest to zabawne, w życiu niekoniecznie. Oznacza naruszenie nietykalności cielesnej, akt przemocy bez uszkodzeń ciała (ale już nie garniaka). Jest to jednak tylko happening, mający władzę ośmieszyć, a nie zabójczy w zamiarach akt terroru. Trzeba postarać się zrozumieć, że pewne istotne okoliczności sprzyjają generowaniu tego rodzaju akcji i należy im się przyjrzeć, a nie tylko oburzać.
Oburz na „zamach” wyraziły tłumnie poznańskie grube ryby i osoby związane z demo-liberalno-lewicową elitą miejscowej władzy i jej kumplami.
MASY w INTERNECIE ZAREAGOWAŁY PRZECIWNIE
– SOLIDARNOŚCIĄ z „ZAMACHOWCEM” – ANARCHISTĄ.
DOMAGANO SIĘ TEŻ WIĘCEJ TORTÓW.
Poznański lud prosty w dużej części widzi w tortowej akcji formę krytyki rządów Dżej Dżeja, którą ten olewa. W tym kontekście po mieście chodzi idea referendum odwoławczego. Policja sprawcę uwolniła, bo nie było poważnego przestępstwa.
Tort nie zablokował absolutorium i wotum zaufania dla JJ, co zależało finalnie od radnych KO (inni też to poparli, prócz PiS). Przy większości 22 mandatów na 34[2] reszta rady może klubowi KO naskoczyć. Wcześniej próbowali oni fikać, że absolutorium nie będzie, co przybliżałoby referendum z inicjatywy rady. Wodzu Tusk[3] dał jednak klapsa i po sprawie. „Bunt” radnych KO nie wynikał ze społecznej krytyki JJ, ignorowania potrzeb mieszkańców itd. Dżej Dżej radnych po prostu zlekceważył – olał KO i radę miasta w kwestiach decyzji personalnych. Miał tę radość, postawił na swoim i pokazał faka (metaforycznie).
JJ SIĘ NIE BOI, ALE SIEJE GROZĘ
Reakcje „ofiary zamachu” tuż po i później ciekawe jak nie wiem co. Z jednej strony wieje grozą kiedy z powodu tortu trąbi się o zagrożeniu bezpieczeństwa rady i urzędu. Z drugiej powtarzane jest przez JJ twarde „ja się nie boję”. Z trzeciej bokserski greps, że gdyby „zamachowiec” podszedł z prawej strony, to JJ „wyprowadziłby kontrę”[4], czyli dał mu w ryja.
Po kolei. Po kiego po „zamachu” tortem przywołane było zabójstwo prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza? Pamiętacie ze szkół: „znaj proporcją mocium panie” (Fredro, „Zemsta”)? Adamowicz to symbol tragicznej ofiary życia na służbie publicznej. Czy tort na gębie wystarcza, by ustawić się obok niego? Megalomania… Były też spekulacje, że zamiast tortu mógł być kwas, nóż czy co gorsze (bomba?). No zgroza, trzeba coś zrobić, bo zaraz nas tu wszystkich wymordują, urząd spalą albo wysadzą w powietrze. A za wszystkim kryje się partia Razem, nie wiadomo skąd i przez kogo sterowana[5].
JJ nie raz przyznał się, że dostaje groźby, ale się nie boi i nie chce ochrony. Skąd więc ta wizja apokaliptycznego zagrożenia? Urząd miasta jest od lat jak zabarykadowana twierdza – bramki, karty magnetyczne, ochrona, strażnicy – nikt tam nie wtargnie[6]. Ale mają być kolejne restrykcje, izolujące mieszkańców od władzy. To identyfikatory (dawane po wylegitymowaniu) dla chcących wejść na sesję rady; rewizja toreb – na razie (w poszukiwaniu tortów?); fizyczne odseparowanie radnych i urzędników od publiki i dziennikarzy podczas sesji[7]. Partia „wolności” (KO) idzie w zamordyzm?
GDY SŁABNIE AUTORYTET WŁADZY i SZACUNEK DLA NIEJ,
ZAPROWADZANE SĄ METODY POLICYJNO-MECHANICZNE
„DIALOGU” Z LUDEM.
Stoi za tym gościu, która dostał tortem w papę ale w ogóle się nie boi! Czy aby naprawdę nie ma jednak cykora jak cholera, stąd ta groza czająca się wokół? Mimo że prawie emeryt JJ nadal szkoli się w boksie, co obniża lęk: no obronię się, jakby co potrafię „wyprowadzić kontrę”. Ale przed tortem się nie udało, stąd frustracja i dalsze uszczelnianie izolacji władzy od mieszkańców. Wizje zagrożeń mają też odwracać uwagę od źródeł „zamachu”, czyli społecznej krytyki działalności JJ. Tort to przecież wyraz desperacji przynajmniej części (jak dużej?) ludu prostego, gdy brak dialogu z władzą.
Zamiast wkurwu, bluzgów i siania grozy pewnie lepiej byłoby, choć teoretycznie, zrobić sobie jaja z tej całej sytuacji. To chyba najlepsza reakcja polityka na tego rodzaju tortową akcję – np. „ta bita śmietana na torcie była skwaśniała, domagam się więcej szacunku, następnym razem żeby mi świeża była”… Do tego trzeba jednak luzu i wewnętrznej siły, nie wystarczy marsowa mina, pod którą widać człowieka spiętego jak linia wysokiego napięcia, jakoś nabzdyczonego i pokrzywdzonego.
JAŚKOWIAK a DWUKADENCYJNOŚĆ i REFERENDUM ODWOŁAWCZE
Za zasadą dwukadencyjności „włodarzy” stoi prawda nieco w mainstreamie przemilczana, bo uderzająca w polityczne grube ryby zasiedziałe na stołkach: WŁADZA LUDZI ODMIENIA, a wielka i za długo sprawowana odmienia bardzo, często na gorsze. Ew. wydobywa i rozbudza to, co wcześniej było jakoś ukryte. Lud prosty to kuma i wszędzie, gdzie dwukadencyjność jest publicznie obgadywana, domaga się jej dla wszystkich świętych polityki, zaczynając od radnych, posłów i senatorów. Co w tym kontekście z trzeciokadencyjnym Dżej Dżejem?
Tortowy „zamach” skonsolidował lokalnych oponentów JJ (nie chodzi tu o PiS i ich ekę). Luźne głosy w sieci i na mieście o odwołaniu go w referendum teraz nabierają już konkretów. Jest ekipa gotowa ruszyć temat, mają zbierać kasę na koszty (czy w Poznaniu objawi się taki krakowski Gibała z kasą…?). Stale rozwija się agitacja za referendum. Pewien stary, poznański pyra zorientowany o co w mieście biega, jest dość ostrożny w tej kwestii (chce być anonimowy przez ostrożność, bo JJ ma być zamieszany w korzystanie z detektywów i adwokatów do walki z oponentami[8]). Uważa on, że oczywiście trzecia kadencja JJ jest nieporozumieniem, ale to może być za mało na sukces referendum.
Nieznany szerzej w polityce drobny biznesmen Jaśkowiak zaczął dobrze w 2014 r.: jako alt-Grobelny (wystawiony przez PO, ponoć z braku chętnych) wygrał wybory dzięki ruchom miejskim, lewicy i mieszkańcom zbrzydzonym rządami Rycha.G (trwały 16 lat!). Miał kredyt zaufania dla nowej polityki, ale najpierw musiał ogarnąć burdel w mieście po poprzedniku: rozgrzebane, wielkie inwestycje paraliżujące Poznań. W drugą kadencję wskoczył w I turze wyborów 2018 r. Kilka rzeczy zbudowało ten sukces. Oprócz sprzątania miasta po wyczynach RG. JJ podjął znaczące inwestycje (np. nową linię tramwajową na północ miasta, odnowę Śródmieścia… i in.) i zainicjował nowe, np. w transport zrównoważony. Po przejęciu państwa przez PiS w 2015 r. Dżej Dżej pokazał, że ma cojones i zaczął hardo stawiać się nowej władzy. W Poznaniu zdominowanym przez alergię na PiS i skrajne prawactwo (uzasadnioną jak najbardziej), dodało mu to znacznej popularności.
WEDŁUG STAREGO POZNAŃSKIEGO PYRY WIELKIM DOKONANIEM JAŚKOWIAKA
BYŁO ROZBROJENIE ZASTYGŁEGO, ZWŁASZCZA w INSTYTUCJACH,
ZAŚCIANKOWEGO i ZAKŁAMANEGO POZNAŃSKIEGO KONSERWATYZMU („FESTUNG POSEN”[9]).
Społeczność Poznania była już wtedy sporo bardziej progresywna niż jego zaskorupiałe elity. Pod hasłem „Wolne Miasto Poznań” dokonała się istotna zmiana społeczno-instytucjonalna, odświeżenie duchowo-mentalne. Takie wartości jak tolerancja, otwartość, napiętnowanie homofobii, ksenofobii, mizoginii, nacjonalizmu, akcept dla Marszu Równości to efekty działań i zasługa, „tęczowego Jacka”.
Wg starego pyry problemem Jaśkowiaka jest jednak on sam (tak mają często wielokadencyjni „włodarze”), i stąd biorą się obecne konflikty w mieście. Już po efektownym starcie II kadencji zaczęła ujawniać się arogancja prezydenckiej władzy, np. antydemokratyczne grepsy (dialog społeczny JJ wyszydził jako nieustające narady Indian w wigwamie…). Do tego PO zmonopolizowała radę miasta, więc robi co chce, pozostali mordy w kubeł. Fakt – „ za Jaśkowiaka” odświeżył się klimat w mieście, jest piękniej i żyje się dobrze, ale jednak różne ważne sprawy legły odłogiem (np. kontynuacja tramwaju na północ miasta, przebudowa Areny, kryzys Poznańskich Targów itd.), są afery (np. mega-kasa we władzach spółek miejskich, korupcja), a lista dużych konfliktów w mieście puchnie[10]. JJ wszedł w buty Grobelnego już w 3-ciej kadencji, kiedy tamten na dobre odjechał dopiero w 4-tej. JJ ma zawsze rację, jak późny Rychu.G, nie trawi innego zdania, a zwłaszcza krytyki – ona jest dla niego jak osobisty, wrogi atak. Idzie na zwarcie na prawo i lewo, także z własnym zapleczem politycznym. Przykład to wywalenie z roboty (i synekur) swojego wica, popularnego Mariusza Wiśniewskiego, bronionego przez wszystkich: mieszkańców, aktywistów, media, radnych, posłów i własną partię. A taki wuj, wolno mi! I palec fakowy Urbi et Orbi (metaforyczny).
W początkach politycznej kariery JJ eksponował swoje zamiłowanie do literatury, poezji, szczególnie Jacka Kaczmarskiego, którego wspierał. W opinii starego pyry od jakiegoś czasu dla JJ liczy się przede wszystkim boks, dosłownie i w przenośni. Nie tylko tłucze w worek i wali pompki, ale funkcjonuje cały czas jakby był na ringu i pracował pięściami. Po kibolu Grobelnym i kibolu Tusku, mamy prezydenta miasta boksera, jakby w rezonansie z prezydentem krajowym, który jest kibolem i bokserem w jednym, Wash & Go.
Nasuwają się pewne analogie Batyr – Dżej Dżej, choć z innych punktów startowali do drogi na salony władzy. Jeden zaczął na bramce w Grand Hotelu i w ustawkach kibolskich, drugi od terminowania u miliardera Kulczyka, tego od najdroższej w Europie autostrady (A2). Nie są to źródła kojarzone ze standardami demokracji i społecznego dialogu…. Batyr – wiadomo, natomiast Jaśkowiak dziś to neoliberalny, biurokratyczny technokrata, taki korporacyjny CEO raczej, niż troskliwy gospodarz i społeczny lider.
WYSTĘPOWANIE z POZYCJI SIŁY WŁADZY KORESPONDUJE
z LOGIKĄ i EMOCJONALNOŚCIĄ RINGU, KTÓRA STAJE SIĘ NORMĄ POLITYKI.
JAKI DIALOG Z OPONENTEM, KRYTYKIEM, MALKONTENTEM
MOŻE MIEĆ MIEJSCE NA RINGU?
No żaden, trzeba przyp…lić, najlepiej tak, żeby ten drugi od razu zaliczył glebę i już się nie podniósł. Jest atak i obrona, wyprowadzanie kontry, a nie deliberacja prowadząca do consensusu i współpracy. Perspektywa ringu z założenia jest konfrontacyjna, ja albo oni. Figura człowieka władzy to twardziel, który potrafi się odwinąć, postawić na swoim, nie wymięka, bo to nie wykształciuch-miękiszon, nawet jak ma doktorat. Taki mięśniak mentalny, w istocie lękiem podszyty, więc mający prewencyjnie wzbudzać lęk, nie tylko respekt dla władzy.
* * *
Wg starego pyry szansę dla referendum może stanowić okoliczność (wzmacniająca jak nic zasadę dwukadencyjności), że Jaśkowiak wolno się uczy, nie widzi swoich błędów i słabości, więc nie może wyciągnąć z nich wniosków – ani ze słabego poparcia w wyborach 2024 r., ani z „buntu swoich” w kilku sprawach, a tort na gębie też nie przyniósł efektów socjalizacyjnych, tylko wniosek, że trzeba postawić zasieki wokół urzędu, bo ZŁY dybie na JJ i otoczenie. Nie uczy się, więc będzie dalej pogrążał się i brnął w samodzierżawie. Może jakąś grubszą aferę czy konflikt to urodzi, co przyniesie okoliczność bardziej sprzyjającą referendum. Ale nie musi..
JJ ma wciąż spore poparcie mieszkańców, różnych grup czy środowisk, z różnych powodów. Obecnie obawa przed rządami kogoś z PiSu utrzymuje dużą część tego poparcia. Ono może nawet urośnie jeśli PiS z przystawkami przejmie władzę nad krajem po przyszłorocznych wyborach sejmowo-senackich. Są też społeczności popierające Jaśkowiaka, bo im z nim po drodze, np. poznańskie gejostwo, rzesze pedalistów czy niektórzy działacze sportowi. KO obawia się teoretycznej powtórki z porażki jej krakowskiego prezydenta, więc stanie na głowie, żeby do referendum nie doszło – chyba że wydarzy się COŚ, co zmieni perspektywę tych spryciarzy, i np. znajdzie się lepszy, swój kandydat (może już jest?).
Obecnie wg starego pyry wygląda to coraz bardziej tak, że JJ jest politycznie zużyty. KO go toleruje ze strachu przed PiSem, a duża część ludności Poznania podobnie – ma go także dosyć, tylko że PiS gorszy. Dominujące media już nie darują, oprócz tych podporządkowanych miejskiej władzy.
Będzie co będzie, pewnie coraz bardziej bez sensu. Entropia rośnie…
[1] „Dżej Dżej” to żartobliwa ksywa prezydenta Jaśkowiaka, którą akceptuje, jako że znalazła się ona w tytule książki o nim „Dżej Dżej. Rozmowy z Jackiem Jaśkowiakiem, prezydentem Poznania”. Informacje o życiu prywatnym JJ pochodzą także z tej książki, bohater postanowił je odsłonić.
[2] To ok. 65%, prawie 2/3 składu rady, choć w wyborach PO uzyskała tylko 49% poparcia, mniej niż połowę, tak to działa.
[3] Po przegranym przez prezydenta z KO referendum krakowskim wodzu dmucha na zimne, no ledwo ciepłe.
[4] Bo w wyniku choroby JJ gorzej widzi z lewej strony.
[5] To trochę szydera, ale nawiązująca do insynuacji JJ po wizycie w jego gabinecie posłanki Marceliny Zawiszy z Partii Razem z reprezentacją mieszkańców osiedla Maltańskiego, którym przypisał różne, podłe inspiracje.
[6] Za prezydenta R.Grobelnego i jeszcze kilka lat później urząd był otwarty, każdy miał do niego dostęp.
[7] Czy to w ogóle jest zgodne z prawem? Każdy ma prawo być na posiedzeniach wybieralnych organów władzy samorządowej!
[8] Chodzi o publiczne, acz fałszywe skompromitowanie liderki mieszkańców osiedla Maltańskiego protestujących przeciw sprzedaży deweloperowi osiedla wraz z mieszkańcami. Podano, że skarga na JJ idzie już do sądu. Opis intrygi i szczegóły tutaj. Warto dodać, że kluczowa w sprawie była jednostronna publikacja na portalu wpoznaniu.pl, zależnym od Miasta..
[9] Artykuł pod tym tytułem wskazujący na zaściankowość i konserwatyzm miasta opublikował Marcin Muth
[10] Na pierwszy rzut oka jest to kilkanaście najgłośniejszych spraw, w tym przejmowanie przez dewelopera osiedla Maltańskiego, zabudowa Ostrowa Tumskiego, likwidacja pod deweloperkę centrum handlowego na os. Batorego, zabudowa Golęcina, hałas z Toru Poznań (do zamknięcia), plus parę innych (seria konfliktów o zieleń) itd. plus to, o czym wyżej…
