Niemiecki samorząd po II wojnie światowej budowano także jako odpowiedź na doświadczenie nazizmu. Władza miała zostać rozproszona, a lokalna wspólnota dostać realną możliwość decydowania o swoich sprawach. Efekt widać do dziś: bezpośrednio wybierany burmistrz nie jest lokalnym królem, a rada może mieć bardzo szerokie kompetencje.
Masz pieniądze. Twoje pieniądze. Tyle że miasto coraz częściej mówi ci, jak masz ich użyć. Chcesz zapłacić za parkowanie? Kartą albo aplikacją. Chcesz kupić bilet? Kartą, telefonem, przez internet. Chcesz załatwić sprawę w urzędzie? Coraz częściej bez gotówki.
Według Platona (w uproszczeniu) rządy w demokracji przejmuje motłoch, co prowadzi do tyranii... Szereg przykładów, nie tylko najświeższych, pokazuje, że trwałość demokratycznego ładu nie tyle jest ugruntowana w trafnych rozwiązaniach instytucjonalno-proceduralnych, co w postawach szerokich mas wobec demokracji. To, że w Polsce ład demokratyczny wciąż trwa, zakrawa na cud – w świetle dalej przedstawionych danych. Opatrzność wciąż chyba jeszcze nie sprzyja dążeniom prawackich zamordystów. Jak długo jeszcze?
Mamy już dość, jako obywatele i aktywiści, bycia wiecznie protestującymi! Po latach odczuwamy coraz silniejszą potrzebę zdecydowanej odpowiedzi na pytanie: po co to wszystko? Albo inaczej – co na końcu drogi chcielibyśmy żeby zostało osiągnięte?
W pierwszą środę września br. na osiedlu Maltańskim w Poznaniu miała miejsce druga eksmisja[1] jednej z mieszkanek, bardziej brutalna i gwałtowna od pierwszej, wcześniejszej. Z jednej strony pały, kaski, tarcze, ochraniacze oddziałów policyjnych. Z drugiej – opór w formie sittingu kilkudziesięciu osób solidarnie próbujących zablokować eksmisję.
Krakowskie referendum powinno cieszyć każdego zwolennika demokracji bezpośredniej. Mieszkańcy poszli do urn i zdecydowali. 97,93 proc. głosujących opowiedziało się za odwołaniem prezydenta. Głosowanie w sprawie odwołania prezydenta było ważne, prezydent stracił stanowisko.
Dyskusja o samorządzie utknęła na liczniku kadencji: dwie – i do domu, czy bez ograniczeń, skoro mieszkańcy nadal chcą wybierać tę samą osobę? To ważny spór, bo wieloletnie sprawowanie władzy sprzyja powstawaniu zależności. Limit kadencji może przerwać część tych powiązań, ale może też wymienić tylko człowieka, pozostawiając jego zaplecze na miejscu.
Temat utrzymania albo zniesienia zasady dwukadencyjności dotyczącej wójtów, burmistrzów i prezydentów miast został na razie zawieszony, nie rozstrzygnięty. Jest o nim względnie cicho, choć pod spodem kwestia raczej buzuje. Przy tej okazji ujawniają się problemy istotne, słabo eksponowane, pokazujące stosunek rodaków do krajowej elity politycznej.
Zamiast zaczynać od „mieszkańcy nie dorośli do demokracji” trzeba spojrzeć na przyczyny stanu rzeczy, który nas niepokoi. Prawdziwy problem leży w tym, czego od samorządu miast i gmin oczekujemy i co trzeba w nim zmienić.
Od czterystu mniej więcej lat trwa w Polsce ze zmienną intensywnością konflikt pomiędzy aspiracjami i reformatorskimi działaniami progresywnymi, na rzecz modernizacji kraju, a oporem środowisk zachowawczych oponentów broniących status quo. Obecna polaryzacja jest kolejną odsłoną tej historycznej konfrontacji, dostrzeganej już choćby przez pisarzy takich jak Krasicki, Fredro czy Mickiewicz.
Czy mieszkańcy powinni mieć coś do powiedzenia w sprawie zarządzania miastem i gminą? To pytanie bardziej niż retoryczne. Oczywiście, że tak.
Zamachnięcie się miało miejsce podczas absolutoryjnej sesji Rady Miasta Poznania, jakiś czas temu, choć skutki wciąż rosną. Ofiarą zamachu okazał się przede wszystkim prezydencki garniak (ponoć za 4 k€), obok zranionego i obnażonego EGO Dżej Dżeja[1]. Był to najpewniej właściwy cel „zamachu”, który pod tym względem przychodzi uznać za skuteczny.
Skutecznej, to znaczy jakiej? Chyba nie takiej gdzie można się do woli wygadać, kreatywnie podyskutować, ale nic z tego nie wynika.