Czy mieszkańcy powinni mieć coś do powiedzenia w sprawie zarządzania miastem i gminą? To pytanie bardziej niż retoryczne. Oczywiście, że tak.
A w jaki to sposób mogą to uczynić? No mogą brać udział w konsultacjach – odpowiedzą ochoczo praktycy partycypacji. Ale zaraz, zaraz, konsultacje dają prawo tylko do bycia wysłuchanym. Nie dają prawa do decydowania o czymkolwiek. Poza wyborami raz na 5 lat, mieszkańcy mają więc tylko dwie okazje do decydującego głosu o swojej miejscowości:
● budżet obywatelski,
● referendum lokalne.
To pierwsze najczęściej dotyczy nie więcej niż pół procenta budżetu. Jak na uprawnienia podmiotu, na którego woli opiera się cała samorządność, to kompromitująco mało. Pozostają więc referenda. To praktycznie jedyne poważne narzędzie egzekwowania prawa do decydowania o losie wspólnoty, jakie zostawiono mieszkańcom pomiędzy wyborami.
Tymczasem jak tylko referendum zakończy się odwołaniem wójta, burmistrza, czy prezydenta, rozlega się lament o destabilizacji zarządzania, utrudnianiu pracy urzędu itp. Okazją do takich komentarzy było także odbyte niedawno referendum w Krakowie.
Czy rzeczywiście mamy do czynienia z nasileniem się takich inicjatyw w Polsce? Przyjrzyjmy się danym.
Na początek kilka statystyk porównawczych. Jeśli weźmiemy pod uwagę referenda dotyczące odwołania organu wykonawczego gminy, czyli wójta, burmistrza, prezydenta miasta, to w poszczególnych kadencjach wyglądało to tak:
Kadencja Liczba referendów Liczba odwołań
2910 – 2014 61 12
2014 – 2018 114 15
2018 – 2024 64 9
2024 – 2029* 46 3
*do lipca 2026
W ciągu ostatnich 20 lat wskaźnik skuteczności referendów odwoławczych wyniósł 13,4%. Jeśli dodać do tego przypadki, w których inicjatorom nie udało się w ogóle zebrać dostateczniej liczby podpisów pod wnioskiem, to udane referenda będą stanowić zaledwie kilka procent ogólnej liczby inicjatyw referendalnych. przypadków.
Jak na tym tle wygląda rok bieżący?
Od stycznia do lipca 2026 mieliśmy następujące głosowania:
Miejscowość/ Powiat Wymagana Osiągnięta
organ frekwencja frekwencja
Kosakowo – wójt pucki 4 514 4 050
Stare Juchy - wójt ełcki 963 236
Jemielno – wójt górowski 639 542
Kołaczkowo – wójt wrzesiński 1 377 820
Czaplinek – burmistrz drawski 2 376 936
Nowosolna – rada łódzki wsch. 528 1 944
Przechlewo – wójt człuchowski 1 661 1 126
Gniewkowo – rada inowrocławski 3 222 1 504
Gniewkowa – burm. inowrocławski 2 878 1 519
Radłowo-burmistrz tarnowski 2 452 595
Sobótka – rada wrocławski 3 195 3 123
Sobótka – burmistrz wrocławski 2 744 3 128
Lanckorona – wójt wadowicki 1 755 238
Ciechocinek – burm. Aleksandrów 2 123 2 089
Kraków – rada Kraków 179 792 174 723
Kraków – prezydent Kraków 158 555 176 228
Krzyż Wlkp.-burmistrz czarnkowski 1 872 1 660
Pionki – burmistrz radomski 3 934 1 273
Wilczęta – wójt braniewski 755 209
Pszów – rada wodzisławski 2 750 1 276
Pszów – burmistrz wodzisławski 2 750 1 279
Górno – rada kielecki 4 148 3 834
Witnica – burmistrz gorzowski 3 050 1 106
Działoszyce – burm. pińczowski 1 643 521
Działoszyce – rada pińczowski 4 148 3 834
Referenda w 20 miejscowościach w ciągu 7 miesięcy, to wynik imponujący. Jeśli to tempo zostanie utrzymane, mamy szanse zbliżyć się w trakcie 5-letniej kadencji do rekordowego wyniku 200 głosowań.
Co jeszcze mówi nam powyższa tabela? Mamy w niej przede wszystkim mniejsze miejscowości. Duże i średnie miasta, które przykuwają uwagę ogólnopolskich mediów, to wyjątki. Praktycznie to tylko Kraków. Bohaterami tych wydarzeń było 7 wójtów, 10 burmistrzów, jeden prezydent i 6 rad miasta/ gminy.
Najważniejszy jednak wniosek pokazują pola w których wyniki zapisane zostały boldem, czyli czcionką półgrubą. Są to miasta, gdzie organ został ostatecznie odwołany. Tych przypadków było słownie dwa (burmistrz Sobótki i prezydent Krakowa). Idziemy więc na rekord w liczbie, ale nie w jakości procesów odwoławczych.
W małych miejscowościach rzadko jest obecne rozwinięte społeczeństwo obywatelskie i silne struktury opozycyjne. Na porządku dziennym jest presja wywierana przez lokalną władzę, manipulowanie wyborcami i uzależnianie środowisk opiniotwórczych. W takich okolicznościach, pójście na oczach wszystkich do lokalu wyborczego, gdy wójt wzywa do pozostania w domu, to akt heroizmu.
Progi frekwencyjne są podstawowym orężem broniącym „włodarzy” przed gniewem ludu. Gdyby ich nie było, walka byłaby bardziej uczciwa. Byłoby też miejsce na debatę. Dziś wójt uruchamia swój mechanizm presji, by skłonić mieszkańców do bierności i to w większości przypadków wystarcza. Spośród 19 referendów w mniejszych miejscowościach udało się tylko jedno.
Nie trudno zauważyć z jak trudnym wyzwaniem mierzą się inicjatorzy lokalnych referendów. Sam fakt, że podejmują to wyzwanie, jest sygnałem, że w miejscowości dzieje się źle, że podnosi się bunt lub chociażby niezadowolenie.
Tymczasem organizatorzy referendów są zdani sami na siebie. Nikt nie sieciuje takich inicjatyw, nie kumuluje się doświadczenie, na którym inni mogliby się nauczyć jak uniknąć błędów lub jak powtórzyć sukces.
Na sierpień zapowiedziano już trzy referenda (Mszana Dolna, Jedlińsk i powiat kolbuszowski), a we wrześniu będą co najmniej dwa (Sochaczew i Łagów).
Warto podać lokalnym fighterom pomocną dłoń.
Zapraszamy na grupę Facebookową NO KINGS
Partnerska współpraca samorządu, organizacji społecznych i aktywnych obywateli jest wyrazem demokratycznej dojrzałości państwa. Trzydzieści lat po wyborach 4 czerwca 1989 roku, kiedy Polki i Polacy przy urnach wyborczych opowiedzieli się za demokracją, wracamy w Gdańsku, gdzie wszystko się zaczęło, do źródeł.