Nasze tematy

Frak kontra kontusz, który tak trudno zdjąć…

31 lipiec 2026

Od czterystu mniej więcej lat trwa w Polsce ze zmienną intensywnością konflikt pomiędzy aspiracjami i reformatorskimi działaniami progresywnymi, na rzecz modernizacji kraju, a oporem środowisk zachowawczych oponentów broniących status quo. Obecna polaryzacja jest kolejną odsłoną tej historycznej konfrontacji, dostrzeganej już choćby przez pisarzy takich jak Krasicki, Fredro czy Mickiewicz.

 Dlaczego dzisiaj, w XXI w., wciąż tak trudno oswobodzić się z mentalnego kontusza, obowiązkowo z szablą u boku?
 

JAK TO BYŁO i SKĄD SIĘ WZIĘŁO?

Starcie kontusza z frakiem znowu trwa[1]. Frak, jak łatwo odkryć, symbolizuje tu wzorce, idee, praktyki, wynalazki itd. napływające na ziemie polskie z syntetycznie rozumianego Zachodu. I jest raczej „strojem” miejskim. Kontusz (plus szabla[2]), historycznie wiejski, to obrona przed tymi wpływami, czyli m.in. przed westernizacją, dla zachowania przeszłych, często archaicznych, form życia i działania. One są mocno zmitologizowane, bardziej wyobrażone niż faktyczne. Na gruncie partyjno-politycznym w „kontusz” można dziś w uproszczeniu „ubrać” obóz określający się jako „patriotyczny”, wspierany przez katolicki kler. A we „frak” – środowiska nazywające się „demokratyczne” i proeuropejskie. Ci pierwsi ogłaszają się oczywiście demokratami, a drudzy uważają się za patriotów jak najbardziej.

Stawianie pytania, dlaczego w ciągu ostatnich 35 lat wciąż nie daje się uwolnić od mentalnego kontusza wynika z irytacji i zniecierpliwienia – przewlekłością i niską skutecznością prób wdrożenia wielu nowoczesnych standardów do polskiego życia.

W ŚWIECIE CYWILIZOWANYM LICZNE PROGRESYWNE STANDARDY
DAWNO NIE SĄ PROBLEMEM, SĄ POWSZECHNE, U NAS – PRZECIWNIE.

Wydawałoby się, że zaistniały już warunki dla powodzenia modernizacji, jest wolność i nie ma na kogo zrzucić winy za niepowodzenie. Wkurw bierze się z widocznej nieudolności, nieskuteczności środowisk progresywnych, które wciąż nie są w stanie przełamać oporu bogoojczyźnianej, plemiennej, zaściankowej konserwy[3]. I przeprowadzić konsekwentną modernizację kraju, trwale i wszechstronnie włączającą Polskę do cywilizacji Zachodu.

 Rzut oka na przeszłe dzieje w publicystycznym skrócie: pierwszym tutejszym proeuropejskim reformatorem był Mieszko I, który przez chrzest przyłączający swoje terytoria do chrześcijańskiego Zachodu zapoczątkował ich głęboką modernizację. Wybór chrześcijaństwa zachodniego, łacińskiego (a nie wschodniego) determinował dalsze polskie dzieje. Od XIII w. trwają lokacje miast na tzw. prawie niemieckim, utrwalające uczestnictwo Polski w europejskim ładzie feudalnym, gdzie rola miast była znacząca. „Złoty” polski wiek XVI obok wolności religijnej (np. Konfederacja Warszawska z 1573 r.) to właśnie okres rozwoju miast i rozkwitu mieszczaństwa. Postępująca od XVII w. pacyfikacja miast (i mieszczaństwa) w interesie szlachty, blokująca ich rozwój na 300 lat, prowadziła do zacofania cywilizacyjnego kraju i jego słabości, co pomogło zaborom w XVIII w. Próby reform od poł. XVIII w. z Konstytucją 3 Maja były zbyt późne, za mało radykalne, zbyt powierzchowne, przy niewystarczającej konsekwencji i determinacji reformatorów[4]. 

W TOKU DZIEJÓW BYŁO MNIEJ WIĘCEJ TAK, JAK OBECNIE:
TRZY KROKI DO PRZODU, DWA DO TYŁU A JEDEN W BOK
WIELKI BYŁ WPŁYW DZIAŁAŃ ŚRODOWISK WSTECZNYCH, W TYM
KOŚCIELNEJ KONTRREFORMACJI NASILONEJ OD XVII W.

Położenie Polski między antagonistycznymi – pod względem kulturowym, politycznym, mentalnym  i cywilizacyjnym – obszarami Zachodu i Wschodu odgrywa tu swoją rolę. W tym taką, że ok. 150 lat rozbiorów przez mocarstwa należące do tych odmiennych porządków, do dziś uwidacznia się w Polsce przez ukształtowane wówczas różnice „dzielnicowe”. II RP, rządzona przez kilkaset rodów ziemiańskich nie ma tu dokonań, mimo dobrych początków w trudnych warunkach (np. wyborcze prawa kobiet). Pół wieku komuny i okupacji to zawieszenie konfrontacji fraka z kontuszem – na rzecz dominacji kufajki i walonek. Komuna, separująca Polskę od Zachodu przyniosła jednak radykalną modernizację – na ruską modłę. Pewnych zmian pozytywnych jednak dokonała – likwidacji analfabetyzmu; egalitarnego, społecznego awans mas; industrializacji i urbanizacji, choć koślawych. To, że obecne próby nowoczesnej modernizacji idą jak idą, nie powinno zatem w tym kontekście historycznym zaskakiwać. Mogłoby się wydawać, że po 1989 r. zaistniały najlepsze warunki dla transformacji Polski w duchu modernizmu. Tymczasem niemal natychmiast po upadku komuny ujawnił się z dużą siłą mentalny potencjał bogoojczyźnianego kontusza, także po stronie elit „reformatorów”[5].

 

GRZECHY NASZE GŁÓWNE

Jakie są słabości reformatorskich elit uważających się za progresywne, średnio skutecznie dążących do pełnej modernizacji Polski? Pewne oczywistości są chyba dość powszechnie dostrzegane: 

  • Brak odwagi w planowaniu i wprowadzaniu zmian, stąd niska skuteczność z powodu połowiczności działań/ zamierzeń. Lęk przed ryzykiem, brak konsekwencji i gotowości do poświęceń, chwiejność niepozwalająca iść na całość. Bywa trafny epitet: wykształciuchy-miękiszony pozbawione cojones.

WOLĄ ZACHOWAĆ CNOTĘ NIŻ DĄŻĄC DO CELU CIĘŻKO „ZGRZESZYĆ”,
NP. PRZECIW ZACHOWANIU SYMBOLICZNYCH POZORÓW,
WAŻNIEJSZA NIEWINNOŚĆ.

Dlaczego? To ludzie „małej wiary”, nie traktujący wartości modernizmu poważnie – raczej konformistycznie, jako odznakę przynależności do „słusznego” środowiska. Oponenci przeciwnie – są nawet fanatycznie przekonani do sprawy, nie mają skrupułów ani oporów, nie boją się ryzyka. Cel uświęca im środki. 

  • Powierzchowna proeuropejskość, płytka, objawowa a nie rozumiejąca, przenikliwa. Europa to zasób, głównie materialny, supermarket z którego czerpiemy ile się da ze znaczną zniżką. Publiczny przekaz dotyczący przynależności Polski do UE koncentruje się na korzyściach finansowych, jakie ono przysparza. O wspólnocie europejskich wartości, praw, idei które są podstawą i sednem Unii generalnie się nie wspomina, również jako argumentacji w dyskusjach na temat Europy. Wyjątkiem może wolność przemieszczania się w Strefie Schengen. Bogoojczyźniana opozycja albo europejskie wartości przemilcza, albo je wyszydza (lewactwo, komunizm), i tropi potknięcia w działaniu UE. 
  • Pozycja na klęczkach (lub choćby przyklęku) wobec kościoła. Jedynie werbalna afirmacja świeckiego państwa oddzielonego od kościoła i religii, podobnie rytualna krytyka nadużyć kościoła i wyczynów (w tym kryminalnych jak pedofilia) duchownych, pijaństwa, swobody seksualnej, pazerności itd. Oficjalny sprzeciw wobec ingerowania kościoła w państwo i politykę nie przeszkadza bojaźliwemu uleganiu jego presji przy konkretnych politycznych decyzjach i udziałowi w rytuałach kościelno-państwowych. Bogoojczyźniana konserwa podchodzi do kościoła z cynicznym pragmatyzmem, czyli płacąc za jego poparcie a rzadkie religijne morały ignoruje. Kościołowi jest mocno po drodze z tymi formacjami. 
  • Powszechny w Polsce paternalizm obejmuje środowiska progresywne, tyle że przejawia się tam subtelniej niż wśród bogoojczyźnianej konserwy – pogarda i poczucie wyższości nie są tak jawnie i bezczelnie demonstrowane.

PATERNALIZM PANUJE W RODZINIE, W PRACY, KOŚCIELE, SZKOLE,
POLITYCE, AKADEMII I IN. NIKT NIKOGO NIE SŁUCHA:
RODZICE SWOICH DZIECI, SZEFOWIE PRACOWNIKÓW, KAPŁANI WIERNYCH,
NAUCZYCIELE UCZNIÓW i STUDENTÓW, POLITYCY OBYWATELI-WYBORCÓW.
PRZEKAZ PŁYNIE TYLKO W JEDNYM KIERUNKU: „Z GÓRY” „NA DÓŁ”.

W kraju panują stosunki postfeudalne. Standardy dotyczące polityki w środowiskach „demokratycznych” nie się różnią od innych: w partiach, samorządach i instytucjach panuje mało demokratyczny wodzowski styl zarządzania, demokracja kończy się na wyborach, a oddolna aktywność obywateli (np. referenda) jest traktowana jak zagrożenie dla status quo, czyli utrwalonych przywilejów elity.  

  • Polską rządzi egoistyczny partykularyzm partii, środowisk, grup, NGSów. Przy niskim zaufaniu społecznym i powszechnej podejrzliwości uniemożliwia to zawierzenie, iż ktokolwiek altruistycznie działa w imię dobra wspólnego i wyższych celów. Im bardziej szlachetne deklaracje, tym gorzej. Współpraca dla dobra wspólnego stała się przez to bardzo trudna. Egoizm indywidualny czy grupowy stał się cnotą, a rywalizacja egoizmów ma być zasadą organizującą życie społeczne. To jest quasi-liberalne dokonanie uderzające w więź wspólnotową. Nieograniczona walka wszystkich ze wszystkimi premiuje najsilniejszych, którzy tworzą wspierające się koterie wykluczające słabszych i przejmujące władzę. Razem z postfeudalnym paternalizmem kreuje to hierarchie społeczne, pionową strukturę społecznych nierówności, wykluczającą egalitarne partnerstwo. Stąd zdołowany w parterze lud prosty odwraca się od modernistycznej transformacji jako niesprawiedliwej, upokarzającej, wykluczającej, demontującej więzi międzyludzkie, na czym traci. I w konsekwencji popiera populizm. To także spora „zasługa” progresywnych elit, stojących za polską transformacją. 
  • Lenistwo, nie dość inteligencji i kompetencji umożliwiających rozumienie polityki jako gry sił realnych, a nie sfery pobożnych życzeń i naiwnych oczekiwań. Wizja modernizacyjnej transformacji traci poparcie, ale jej podmioty nie rozumieją tego powodów.

PROGRESYWNE ŚRODOWISKA PRZEGRAŁY SERIĘ WYBORÓW
WSZYSTKICH SZCZEBLI. DOTĄD JEDNAK NIE PRZEPROWADZIŁY
SAMOKRYTYCZNEJ, RZETELNEJ ANALIZY PRZYCZYN PORAŻEK –
POZA ZŁORZECZENIAMI POD ADRESEM PRZECIWNIKÓW.

Skuteczniejszej, bo inteligentniej rozpoznającej społeczne oczekiwania i nastroje? Teraz otrzymujemy odroczony rachunek za naiwne, uproszczone wyobrażenia na temat tego, jak działa i jak się kształtuje demokracja, progresywne społeczeństwo, społeczna gospodarka rynkowa, itd.. Niemłode tłuste koty rządzące od lat progresywnymi środowiskami nie są w stanie zmierzyć się intelektualnie z nowymi wyzwaniami. Nie chodzi tylko o wiek, choć zapewne ma on swoje znaczenie... Mamy w rezultacie demokrację dryfującą, o której nie wiadomo, dokąd ją prądy zniosą. I jest leniwa (po stronie „progresywnej”) wola utrzymania władzy. Show must go on ale propaganda oklepanych banałów nie zastąpi wysiłku zrozumienia obecnych wyzwań i zaplanowania na nie reakcji. Samo się nie zrobi.

 

KOMENTARZ UZUPEŁNIAJĄCY

Kluczowe są tu pojęcia modernizacji i modernizmu. Czy konsekwentna, strategiczna modernizacja (czyli głęboka zmiana społeczna i cywilizacyjna) może się w ogóle dokonywać bez przemeblowania głowy? I nie tylko elit, także w jakimś stopniu ludu prostego… Czy ta niezmodernizowana zawartość głów polskich wykształciuchów, uważających się za progresywnych i proeuropejskich, ich nastawienia, uprzedzenia i lęki nie są odpowiedzialne za powierzchowność i jednostronność, więc słabość, obecnej polskiej modernizacji? Zwłaszcza w kontekście wynikającego z badań rozpoznania, iż ogół ludu prostego jest pod wieloma względami całkiem progresywny, bardziej niż tutejsze elity… Czy żeby dokonała się faktyczna modernizacja kraju może wystarczyć budowa autostrad, lotnisk, fabryk i innej infrastruktury, plus banki, supermarkety i.te.pe? 

Przemysław Czapliński[6] ukazał specyficzną polską jakość rozwojową: modernizację bez modernizmu. Czy u podłoża tego stanu rzeczy nie leży słabość, albo wręcz brak oświecenia w Polsce jako procesu, który przeorałby elity duchowo i intelektualnie, jak na Zachodzie? Istnieje pogląd o „przedłużonym średniowieczu” w Polsce trwającym do końca II wojny światowej (np. Andrzej Leder, „Prześniona rewolucja” – II RP rządziło kilkaset rodów ziemiańskich, jak za królów)… Modernizację rozumiemy tu więc nie tylko jako materialną transformację cywilizacyjną polegającą na powstawaniu nowoczesnej infrastruktury, w czym swoje zasługi miały już władze państw zaborczych, budujących przemysł, kolej, kanalizację, elektrownie itd.

MODERNIZACJA MA ZA INTELEKTUALNĄ PODSTAWĘ MODERNIZM, CZYLI MA TEŻ
WYMIAR DUCHOWY, MENTALNY, POLITYCZNY, OBYCZAJOWY, SPOŁECZNY,
WYZNACZONY PRZEZ PROGRESYWNE WARTOŚCI OŚWIECENIA.

To rewolucyjna triada aksjologiczna: Wolność-Równość-Solidarność, będąca źródłem logiki praw człowieka, w tym praw mniejszości, standardów demokracji liberalnej.Potem – trójpodziału władzy, tolerancji i akceptacji dla odmienności, praw pracowniczych i socjalnych, wolności słowa, zgromadzeń, religii itd. 

Wg Andrzeja Ledera (źródło jak wyżej) podczas II wojny światowej na ziemiach polskich okupanci ze wschodu i zachodu dokonali rewolucji społecznej, bez aktywnego udziału, a nawet pełnej świadomości tutejszej ludności. Wyeliminowali, także fizycznie, większość starych postfeudalnych elit, miejskich i wiejskich, obok z mniejszości żydowskiej. Następnie wymuszona ruska modernizacja zawiesiła konfrontację fraka z kontuszem. Dopiero po 1989 r. w nowych warunkach politycznych i społecznych, ta konfrontacja odżyła. Oświeceniowe wartości progresywnej modernizacji jak widać niezbyt się wcześniej przyjęły, mimo odejścia starych elit i kadr. Obecnie ekspandujący nacjonalizm, z ksenofobią, antysemityzmem, rasizmem, faszyzującym autorytaryzmem niezbyt spotyka się z twardą, odprawą elit, które odrzucałyby te archaiczne, zaściankowe wizje urządzania kraju i życia. Mentalny kontusz z szablą coraz bardziej jest powszechny.

 

Nasze „progresywne” elity chcą nowoczesności, ale bez przesady, tak nie do końca, nie w pełni, bez ponoszenia kosztów i konieczności nieprzyjemnych zmian, patrz wyżej. Nam wszystkim przychodzi za to płacić.

 

[1] Nie powinno się zapominać ani lekceważyć chłopskiej sukmany w tej konfrontacji, choć tu sytuacja nie jest jasna. Napoleon noszący wszak frak zniósł poddaństwo chłopów na ziemiach polskich już w 1808 r. A definitywnie pańszczyznę znosiły nie „kontusze” tylko zaborcy w latach 1811-1864, najwcześniej w zaborze pruskim.

[2] Motyw szabli w polskiej mitologii patriotycznej jest niezwykle ważny, ale nie będzie tu rozwijany, bo otwiera obszar narracyjny leżący nieco z boku głównego wątku, wyznaczany przez bezsensowną bohaterszczyznę, podpartą narodową martyrologią. Ale zapytajmy – czy liczenie „szabel” przez ugrupowania w Sejmie, Senacie, radach miejskich i gminnych, powiatowych i sejmikach wojewódzkich jest wyłącznie pustym zabiegiem językowym?

[3] Ostatnio nasilenie bogoojczyźnianego, antyeuropejskiego przekazu jakby rośnie.

[4] Symboliczne było odstąpienie króla Stanisława A. Poniatowskiego od Konstytucji 3 Maja i jego akces do konfederacji targowickiej, przy sprzeciwie Tadeusza Kościuszki i ks. Józefa Poniatowskiego.

[5] Warto przypomnieć kolejne regulacje prawne będące „prezentem” dla kościoła od rządu Mazowieckiego (ws. religii w szkołach, aborcji, rozwodów, potem in vitro, antykoncepcji, zapisów o dominacji wartości chrześcijańskich w ustawach itd.).

[6] Za publikacją https://blog.polityka.pl/antymatrix/2016/05/29/duma-i-wstyd-przemyslaw-czaplinski-w-natarciu/

 

 

Strategia rozwoju Polski, czyli budujmy autokrację

04 maj 2026

Dlaczego ta strategia nie rozwiązuje jednego z fundamentalnych problemów rozwojowych Polski? Odpowiedź jest prosta: bo go nie dostrzega. Pretekstem jest fragment rozdziału 3.5. „Skutecznie działająca administracja”, ale problem widać w wielu miejscach.

Czas rewolucji

18 luty 2026

Jeśli ta cywilizacja się załamie i przyjdzie nowe średniowiecze, to stanie się tak dlatego że w naszej krótkowzroczności, przez nasze destrukcyjne sprzeczki i nasze małostkowe rywalizacje, zapomnieliśmy, że jesteśmy spadkobiercami największej tradycji w historii.

Dwukadencyjność: niech to mieszkańcy decydują!

08 grudzień 2025

W Kongresie Ruchów Miejskich rozpoczęła się niedawno dyskusja nad poprawkami, które chcielibyśmy zgłosić w komisji sejmowej do projektu ustawy znoszącej dwukadencyjność „włodarzy”, którą to ustawę co do zasady odrzucamy. Jedną z nich był pomysł, by to sami mieszkańcy lokalnie decydowali, czy godzą się na kandydowanie na trzecią kadencję swojego włodarza.

Koniec z „wiecznymi włodarzami”? Radna Sopotu o potrzebie zachowania limitu kadencji

19 listopad 2025

W Sejmie trwają prace nad projektem wniesionej przez PSL ustawy znoszącej wprowadzoną w 2018 dwukadencyjność wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Związek Stowarzyszeń Kongres Ruchów Miejskich (KRM) złożył wniosek do właściwej komisji sejmowej o zorganizowanie wysłuchania publicznego. Miało ono miejsce 29 października i w imieniu Fundacji Rozwoju Kocham Sopot (członka KRM) zaprezentowałam stanowisko w tej sprawie.

Dwukadencyjność – będziemy wysłuchani, ale co z tego?

28 październik 2025

W sprawie projektu PSLu ustawy znoszącej dwukadencyjność włodarzy były sejmowe konsultacje społeczne. Potem była zgoda na wysłuchanie publiczne, więc wydawać by się mogło, że jedno z drugim jest do czegoś potrzebne. Głównie do poznania opinii społecznej, żeby ją wziąć pod uwagę przy uchwalaniu/ odrzucaniu projektu ustawy. NIC BARDZIEJ BŁĘDNEGO! Choć wysłuchanie jest dopiero jutro, DECYZJE JAKBY JUŻ ZAPADŁY, a ich treść idzie pod prąd opinii publicznej, jako że prawie 80% uczestników konsultacji w Sejmie była za utrzymaniem dwukadencyjności. Skąd my to znamy?

Autokracja lokalna, czy lokalna demokracja?

17 październik 2025

Dlaczego świat skłania się ku rządom autorytarnym?
Wyjaśnienie jest tyle proste, co ponure. Odchodzimy od demokracji, bo ludzie się jej nie domagają, a nie domagają się, bo jedyna demokracja jaką znają, to demokracja pozorna. Ta zaś którą obserwują z bliska to demokracja lokalna. I ona w sposób szczególny przekonuje wszystkich, że demokracją w ogóle nie warto sobie zawracać głowy.

Solidarność KRM z ruchem OSTATNIE POKOLENIE

16 wrzesień 2025

Cyryl jak Cyryl, ale te(n) Metody… Tak o aktywności Naszego Pokolenia zdaje się myśleć co bardziej progresywna i światła część tutejszego społeczeństwa. Nie odnosimy się do jakoby kontrowersyjnych (???) form działania tej inicjatywy – w przypadku innych podmiotów takie formy aktywności już nie są określane jako kontrowersyjne, a nawet przeciwnie... Natomiast zdecydowanie solidaryzujemy się z jej intencjami, celami i wartościami, które w większości są także naszymi – ruchów miejskich.

Dwukadencyjność „włodarzy” – potrzeba wysłuchania publicznego

15 wrzesień 2025

Kongres Ruchów Miejskich wystosował List Otwarty do posłów i posłanki na Sejm RP z apelem o przeprowadzenie wysłuchania publicznego w kwestii PSL-owskiego projektu ustawy znoszącej ograniczenie do dwóch kadencji czasu sprawowania urzędu przez wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. To ograniczenie zostało przyjęte w styczniu 2018 r. ustawą zmieniającą Kodeks Wyborczy i miało na celu zapobieżenie zabetonowaniu władzy samorządowej na szereg kadencji.

Kacykoza nasza codzienna

19 sierpień 2025

Będzie tu mowa o „KACYKOZIE”. Ten ironiczno-szyderczy, niewątpliwie złośliwy neologizm wszedł do szerszego obiegu podczas inauguracyjnego Kongresu Ruchów Miejskich w Poznaniu w czerwcu 2011r. Wraz z innymi mało pozytywnymi określeniami wyraża emocjonalną, krytyczną ocenę sposobu zarządzania miastami przez naszych drogich „włodarzy” z ich przybocznymi. W ostatnich miesiącach, i latach, kryzys samorządności nadaje terminowi „kacykoza” nowej, wyrazistej aktualności.

Strona 1 z 3

Adres korespondencyjny:
Związek Stowarzyszeń KONGRES RUCHÓW MIEJSKICH
80-236 Gdańsk, Aleja Grunwaldzka 5 
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
Konto bankowe: 76 1600 1462 1887 8924 3000 0001
NIP: 779 246 16 30
KRS: 0000671496