Trzeba spojrzeć na problematykę samorządu terytorialnego z szerszej perspektywy i zastanowić się, na ile wpływa ona na los polskiej demokracji.
Uczestnicy kolejnych wyborów krajowych coraz częściej przekonują, że fundamentalne zasady demokracji nie mają dla nich większego znaczenia. Duża część wyborców wybiera ugrupowania, które odchodzą od takich reguł jak trójpodział władzy, check and balance, czy zasada subsydiarności. Widać to i w wyborach parlamentarnych i prezydenckich.
Co więcej, widać to również w postawach wyborców popierających ugrupowania deklarujące się jako demokratyczne. Powodzenie tych ugrupowań zależy w większym stopniu od umiejętnego marketingu politycznego, czy obietnicy hojnych świadczeń, niż od wprowadzania w życie mechanizmów demokratycznych.
Przyczyn tego stanu rzeczy jest zapewne wiele, np. historyczne związane z czasami pańszczyzny, autorytarnej sanacji, czy PRL. Warto jednak zadać sobie pytanie, czy w obecnej rzeczywistości ustrojowej nie działają mechanizmy, które za ten stan rzeczy są współodpowiedzialne? W tym w szczególności, jaki wpływ na postawy prodemokratyczne obywateli ma stan samorządności lokalnej?
Jest wiele badań, które starają się diagnozować kondycję polskiego samorządu (w tym FRDLu, Fundacji Batorego, Adama Gędźwiłła, Eugeniusza Wojciechowskiego, Jerzego Hausnera i in.). Analizy te pokazują narastającą jego dysfunkcjonalność. Gdyby streścić w kilku punktach główne cechy struktury władzy w gminach to wyglądałyby tak:
- bardzo szerokie uprawnienia i kontrola nad kluczowymi lokalnymi zasobami sprawowana przez wójta/ burmistrza/ prezydenta (prezydencjalizm);
- rady miast i gmin bez samodzielności organizacyjnej i zaplecza, podatne na uzależnienie od organu wykonawczego i niezdolne do jego efektywnej kontroli;
- udział mieszkańców w decyzjach ograniczony do wyborów co 5 lat;
- partycypacja społeczna dająca jedynie prawo do bycia wysłuchanym, lecz nie realizująca nadrzędnej roli wspólnoty samorządowej;
- w dużych miastach sprawczość struktur partyjnych większa niż wpływ mieszkańców.
Trzeba to otwarcie przyznać, tak ukształtowana struktura władzy ma więcej cech autokracji, niż demokracji.
Tymczasem na terenie miast i gmin mamy do czynienia ze zderzeniem oficjalnej narracji o władzy mieszkańców, demokracji lokalnej itp. z brutalną rzeczywistością. Specyfika lokalnych społeczności powoduje, że łatwiej tę fikcyjność dostrzec i zweryfikować deklaracje lokalnych „włodarzy”. W szczególności te dotyczące demokracji.
W wyniku obserwacji funkcjonowania władzy lokalnej oraz konfrontowania jej z deklaracjami dotyczącymi jej istoty, kształtuje się specyficzna świadomość społeczna. Jej ważnym elementem jest deprecjacja znaczenia demokracji w ogóle. Pojęcie to kojarzone jest z pustym znaczeniowo hasłem, które w ustach różnych polityków znaczy za każdym razem co innego.
Proces ten można interpretować za Pierre’em Bourdieu jako przejaw przemocy symbolicznej. Utrata wartości znaczeniowej czyni to pojęcie oraz związany z nim kompleks terminów, bezużytecznym dla rozumienia świata.
Tak więc wielu obywateli szuka innych kategorii do opisu systemu władzy zarówno tej lokalnej jak i krajowej. Są wśród nich także teorie spiskowe, uproszczona darwinowska apoteoza silnej władzy, czy eskapistyczne postawy typu „wszyscy politycy kradną, polityka to brud, nie chcę mieć z tym nic wspólnego”. Natomiast wymiar autokracja-demokracja postrzegany jest przez nich jako pozbawiony sensu.
Uwagi te dotyczą w większym stopniu tej części społeczeństwa, które nie dysponuje dość silnym kapitałem społecznym z wyrobionym poglądem co do istoty demokracji. U tych którzy nim dysponują, a którzy nie stanowią niestety większości, niespójność deklaracji z faktycznymi działaniami powoduje reakcję protestu. Sfera ta jednak jest bardzo ograniczona, bo do podjęcia takiej aktywistycznej postawy potrzeba szeregu dodatkowych czynników. Wśród nich wymienić można:
- dostęp do informacji o szczegółach lokalnych procesów decyzyjnych;
- gotowość do konfrontacji z niezwykle silnym ośrodkiem władzy;
- niezbędne zasoby czasu, a niejednokrotnie także pieniędzy.
Dominujący jednak wzór zachowań polega na traktowaniu pojęcia „demokracji” jako pustego hasła pozbawionego znaczenia i pozostającego poza wpływem na życie kogokolwiek.
Brak rzeczywistej demokracji lokalnej przyczynia się do anomii społecznej skutkującej brakiem postaw prodemokratycznych, to z kolei przekłada się na decyzje wyborcze jeszcze bardziej pogarszające stan demokracji. A otwarcie drogi do autokracji przynosi efekty nazbyt dobrze znane z historii.
To błędne koło skłania coraz liczniejsze środowiska do podjęcia wysiłków na rzecz zmiany stanu rzeczy. Warto podkreślić, że reforma samorządności lokalnej idąca w kierunku demokratyzacji, to nie tylko kwestia jakości zarządzania miastami i gminami, lecz konieczność mająca egzystencjalne znaczenie dla funkcjonowania Polski jako kraju demokratycznego.
Bez przekonania większości społeczeństwa do wartości demokracji, przyszłość taka stoi pod dużym znakiem zapytania.
Już wiele lat temu prof. Jerzy Regulski zauważył: „Samorząd może funkcjonować jedynie wtedy, gdy społeczności lokalne są złożone z obywateli nie tylko świadomych swych praw, ale i odpowiedzialności za swoją przyszłość i warunki życia. Historia nie stwarzała warunków, aby w Polsce ta świadomość stała się powszechna. Trzeba więc intensywnie wspierać jej rozwój!”
Problem więc nie jest nowy, ale wsparcie demokratycznej świadomości mieszkańców ciągle nie doczekało się skutecznego rozwiązania.
