Projekt ustawy został tymczasem ekspresowo (wg naszych informacji miało to być w styczniu) przegłosowany 4 grudnia br. przewagą jednego głosu przez komisję ds. legislacji Sejmu. Poprawek nie możemy już tam zgłosić, ale pomysł trzeba kolportować, bo równolegle temat został podjęty przez Senat.
Demokracja jest dla ludu czy władzy?
Oprócz mielenia projektu w obu izbach wodzowie różnych gremiów partyjnych ogłaszają swoje enuncjacje ws dwukadencyjności albo kontrują enuncjacje cudze. Są już także wycieczki do ostatecznej instancji czyli prezydenta RP, żeby klepnął albo odklepał temat. Tylko tych, których skutki decyzji ws. dwukadencyjności dotkną najszerzej (i najdłużej), czyli mieszkańców miast i gmin, nie ma w tym poruszeniu. A powinno być ODWROTNIE!
Art. 4 Konstytucji mówi, że władza nad RP należy do narodu (Narodu!), który sprawuje ją przez swoich przedstawicieli lub BEZPOŚREDNIO (ust. 2). Władza przedstawicieli i bezpośrednia ludu są w konstytucji ujęte jako równorzędne! Wybory „przedstawicieli” nie kończą i nie wyczerpują więc demokratycznego procesu – powinny one otwierać demokratyczne zarządzanie z udziałem obywateli (członków Narodu), gdzie ich głos się liczy a nawet rozstrzyga. Zamiast tego mamy TKM (teraz qrrva my – mniej lub bardziej jawna postawa, ale powszechnie praktykowana przez zwycięzców dowolnych wyborów tutejszych). A taka procedura demokracji bezpośredniej jak referendum została ośmieszona kilkoma kretyńskimi, instrumentalnymi sposobami wykorzystania jej.
Jak trafnie zauważył Andrzej Andrysiak na wysłuchaniu w komisji sejmowej: o dwukadencyjności: władza gada sama ze sobą. Konkretnie „duża władza” (państwowa) gadała z „małą władzą” (samorządową). Praktycznie wszystkie głosy publicznie dopuszczone jako formalne opinie nt. ustawy (np. na stronie www Sejmu) to były stanowiska organizacji zrzeszających „włodarzy”, od związku miast do związku wsi przez związki pośrednie (miasteczek, metropolii itp.). Z kolei na podkomisji do której temat został zesłany „duża władza” gadała już tylko sama ze sobą, bo żadnych samorządowych sił (organizacji, lobby) i osób („włodarzy”) nie dopuszczono, o mieszkańcach-obywatelach samorządnych miast i wsi oraz organizacjach społecznych nie wspominając.
VOX Populi Wcale nie Vox Dei
Włodarze argumentują, że domagając się zniesienia dwukadencyjności występują w imieniu i w interesie praw mieszkańców, ich czynnego prawa wyborczego. Tyle że z wyniku konsultacji sejmowych (prawie 80% uczestników konsultacji za utrzymaniem dwukadencyjności) jak i z badań opinii publicznej (IBRIS dla „Rzeczpospolitej”) wynika, że ogół ludności wcale nie chce być uszczęśliwiany przez nich na siłę i przeciwnie niż włodarze POPIERA zachowanie zasady dwukadencyjności. Prawdziwe jest jedynie to, że „włodarze” bronią SWOJEGO biernego prawa wyborczego, zasłaniając się prawami mieszkańców.
Czy nie najbardziej rzetelnym i zgodnym z demokratycznymi standardami byłoby zapytanie samych mieszkańców o ich bezpośrednią decyzję, czy dwukadencyjność ma być utrzymana czy nie? I czy mogłoby to nie być rozstrzygane centralnie i odgórnie przez „dużą władzę” nastawiającą jedno ucho wyłącznie w stronę lamentów i złorzeczeń „włodarzy” – tylko lokalnie i oddolnie przez obywateli w miejscu gdzie dwukadencyjność miałaby (lub nie) przestać obowiązywać?
Wnioskując po praktykach władzy z ostatnich 35 lat oddawanie znaczących decyzji w ręce tak wynoszonego pod niebiosa suwerena[1] to postępowanie, przed którym władza zdecydowanie się broni jak przed absolutnie wyjątkową ostateczną ostatecznością. Od kilku lat upowszechnia się skłonność do pytania mieszkańców o ich opinie, organizuje się różne panele, konsultacje, budżety dla maluczkich itd. Można się tam wyjęzyczyć, co często się dzieje. Ale nie ma to znaczącego wpływu na zapadające ostatecznie decyzje! Od decydowania jest władza. Oddanie decyzji w ręce mieszkańców byłoby zbyt ryzykowne?
Wolne media i ośrodki badawcze niezależnie od władzy ujawniają poglądy obywateli w kwestiach publicznych, ich opinie, problemy, potrzeby itd. Okazuje się, że pod wieloma względami decyzje władzy takiej i owakiej idą pod prąd oczekiwań i opinii mieszkańców. Władza zbyt często kieruje się w decyzjach przede wszystkim SWOIMI wyobrażeniami, uprzedzeniami, opiniami i oczywiście partykularnymi interesami środowisk, w które jest uwikłana – nie zaś tym, czego chcą obywatele. Pokazują to właśnie przywołane diagnozy i sondaże opinii, z których m.in. wynika że społeczeństwo w swej większości jest bardziej progresywne, zielone, prozachodnie i prounijne, nastawione na modernizację itd. niż funkcjonariusze władzy. Nic z tego nie wynika, bo suweren w realizacji swojego konstytucyjnego prawa do bezpośredniego sprawowania władzy jest uzależniony od swoich „przedstawicieli”, którzy praktycznie rozporządzają realizacją tego prawa. „Suweren to MY!” zdaje się mówić władza i dlatego jest ona głównym hamulcowym nowoczesnego, zrównoważonego rozwoju kraju. Politycy zmian nie kreują – podążają za nimi, jeśli zostają do tego zmuszeni.
Dla kogo jest samorząd?
Podobne postawy przejawiają samorządowi baronowie: samorząd to ja a poddani, tj. mieszkańcy mnie wielbią i kompletnie nie kumają, dlaczego nie miałbym iść do wyborów by kolejny raz zasiąść na stolcu lokalnej władzy…? Przysłuchując się niektórym wypowiedziom „włodarzy” licznie przybyłych na wysłuchanie publiczne w komisji sejmowej można było się wzruszyć – oto mieszkańcy rozpaczają i zaczepiają ich na ulicach, bo uwielbiony pan wójt/ burmistrz już nie będzie mógł kandydować na kolejną kadencję. Niedowierzanie, szloch, rozpacz, panika. Opowiadali o tym ci z „włodarzy”, którzy jakoby wygrywali wybory w pierwszej turze z 80% poparciem (no szacun!)… Utrzymanie zasady dwukadencyjności byłoby wobec takiego elektoratu jakimś sadyzmem, potwornym okrucieństwem. A samorząd jest dla wspólnoty mieszkańców, nie władzy samorządowej, czyż nie?
Skoro jednak rodacy chcą zachowania dwukadencyjności[2] nie wolno tego ignorować! Dość arogancji władzy! Jakkolwiek – tam gdzie lokalnie objawia się silna, oddolna wola społeczna na rzecz dania kolejnej szansy na wybór dotychczasowemu „włodarzowi”, należałoby ją uwzględnić! Wyjątek wzmacnia regułę!
Stąd koncepcja, żeby zachowując obecne przepisy uwzględnić w nich wyjątek. Polegać miałby on na tym, że jeśli większość mieszkańców miasta/ gminy opowie się za dopuszczeniem do wyborów po raz trzeci urzędującego wójta/ burmistrza/ prezydenta miasta, to w najbliższych wyborach w tej gminie/ mieście zasada dwukadencyjności nie obowiązuje. Wola obywateli powinna być wyrażona w referendum lokalnym z inicjatywy mieszkańców a nie władzy (rady), zorganizowanym z odpowiednim wyprzedzeniem przed wyborami – proponujemy 6 miesięcy.
Obecnie procedowany projekt zawiera zapis:
„w art. 11 uchyla się § 4.”[3]
Zamiast niego proponujemy następujący:
„w art. 11 w § 4 dotychczasowa treść przyjmuje postać ustępu 1. oraz dodaje się ustęp 2 w brzmieniu:
Przepisu zawartego w ustępie pierwszym nie stosuje się, gdy w danej gminie w okresie sześciu miesięcy poprzedzających datę wyborów w referendum lokalnym zorganizowanym z inicjatywy mieszkańców podjęte zostanie rozstrzygnięcie o niestosowaniu przepisu zawartego w ustępie pierwszym.”
Propozycja wymaga oczywiście konsultacji legislacyjnej.
Włodarz zainteresowany kandydowaniem po raz trzeci (albo czwarty itd.) miałby powód, by takim referendum się przejąć. I okazję by dostrzec, jak bardzo obecne przepisy o referendum lokalnym ograniczają sprawczość mieszkańców. W tym zwłaszcza przez premiowanie bierności (absencji), czyli niebrania w nim udziału, co aspirującemu włodarzowi powinno być bardzo nie na rękę.
Współpraca:
Witold Gawda
[1] Warto przypomnieć, że na wolę „suwerena” władza powoływała się wyłącznie wskazując na wyniki wyborów jako że na wyborach dla obecnie rządzących demokracja się kończy. A potem TKM czyli hulaj dusza. No chyba że wybory były nie po myśli…
[2] A wydaje się, że duża część narodu wolałaby raczej mieć ludzkiego pana niż demokrację, być poddanymi bardziej niż obywatelami, a tu taka postawa…
[3] [brzmi on: § 4. Nie ma prawa wybieralności w wyborach wójta w danej gminie osoba, która została uprzednio dwukrotnie wybrana na wójta w tej gminie w wyborach wójta zarządzonych na podstawie art. 474 § 1.]
