Lech Mergler

Aktywista miejski z Poznania, z zawodu inżynier, potem wydawca i publicysta. Współtwórca stowarzyszeń My-Poznaniacy i Prawo do Miasta. Współorganizator Kongresu Ruchów Miejskich w 2011 r. w Poznaniu, prezes zarządu KRM 2016-2019. 

Dwukadencyjność – będziemy wysłuchani, ale co z tego?

28 październik 2025

W sprawie projektu PSLu ustawy znoszącej dwukadencyjność włodarzy były sejmowe konsultacje społeczne. Potem była zgoda na wysłuchanie publiczne, więc wydawać by się mogło, że jedno z drugim jest do czegoś potrzebne. Głównie do poznania opinii społecznej, żeby ją wziąć pod uwagę przy uchwalaniu/ odrzucaniu projektu ustawy. NIC BARDZIEJ BŁĘDNEGO! Choć wysłuchanie jest dopiero jutro, DECYZJE JAKBY JUŻ ZAPADŁY, a ich treść idzie pod prąd opinii publicznej, jako że prawie 80% uczestników konsultacji w Sejmie była za utrzymaniem dwukadencyjności. Skąd my to znamy?

 W obecnej fazie procesu ustawodawczego chodzi oczywiście nie o formalne uchwały parlamentu tylko o decyzje polityczne, czyli stanowiska partii politycznych, zwykle wyrażane przez ich wodzów. PSL jako inicjator zamieszania popiera swój własny projekt. Najbardziej zaskakuje stanowisko Nowej Lewicy ogłoszone przez Włodzimierza Czarzastego [1], iż towarzysze popierają zniesienie dwukadencyjności. A wydawało się, że to lewica ma najbardziej zdecydowany pogląd przeciw betonowaniu samorządów... Najbardziej znaczące jest jednak wystąpienie najwyższej Tuskowej „góry” – oto Donald poparł zniesienie dwukadencyjności i zaapelował do posłów we wszystkich kolorach tęczy, aby zrobili tak samo[2]. Jedynie Polska 2050 póki co daje odpór takim pomysłom[3], ale z nimi jest tak, że można domniemywać, iż postąpią odwrotnie, kwestia ceny. Czyli prawie cała koalicja trzymająca większościowo władzę już się opowiedziała.

Debata publiczna na dobre się nie rozpoczęła, tylko ruszyły procedury partycypacyjne, a partyjni wodzowie wiedzą wszystko i już  zarządzili swoimi szablami. My, czyli osoby i środowiska zaangażowane w działania w przestrzeni samorządu, w tym z ruchów miejskich, mamy stale do czynienia z takimi praktykami.

Praktykami polegającymi na tym, że nasi drodzy „włodarze” tylko udają, że słuchają obywateli, że włączają ich w podejmowanie decyzji, że liczą się z ich potrzebami i opiniami, że pytają o nie, by je poznać a nie tylko odegrać swoisty rytuał "dobrych relacji". Praktycznie jest odwrotnie – np. „konsultacje społeczne” są ogłaszane kiedy kluczowe decyzje nie tylko już zapadły, ale trwa ich wdrażanie, zatem nie można niczego zmienić.

To nie jest krytykanctwo – z naszych badań[4] wynika, że w porywach tylko w max 1/3 miast konsultacje społeczne mają choć minimalny wpływ na decyzje w samorządach. To ta cała udawana demokracja lokalna, fasadowa partycypacja, pozorowany dialog i niby współpraca władzy z mieszkańcami stoją za tym, że większość respondentów różnych badań opinii ma włodarzy dosyć i popiera zachowanie dwukadencyjności.

Dlaczego jednak koryfeusze polskiej polityki krajowej postępują teraz w taki sam sposób, pokazując wielki palec fakowy opinii mieszkańców miast, miasteczek i gmin, bez zachowania choćby minimum pozorów przyzwoitości?

Cyniczna, a może tylko realistyczna odpowiedź wskazuje na rozmaite deale już pozawierane albo dopiero uklepywane przez różne ugrupowania polityczne w Sejmie. Jak wiadomo standardem tej naszej realnej demokracji jest logika transakcyjna: WY NAM DAJECIE COŚ ZA COŚ CO MY DAJEMY WAM. Tow. Włodzimierz mości już sobie w wyobraźni tron marszałka sejmowego, ale do tego potrzebuje m.in. głosów PSLu. To ugrupowanie z kolei potrzebuje głosów lewicy, by zrobić dobrze swoim wielokadencyjnym funkcjonariuszom w terenie zasiadającym na stolcach wójtów, którzy mogą wkrótce wylecieć na zieloną trawkę. Partia wielebnego Szymona ma zaś  interes do całej koalicji, żeby jej kandydatka zasiadła jako wiceDonaldka w rządzie. Sam Donald musi spinać koalicję a zwłaszcza obronić wielokadencyjnych włodarzy wielkomiejskich z PO przed wylotem w 2029 r. Obraz możliwych międzypartyjnych dealów, wnosząc choćby na podstawie listy projektów ustaw złożonych w Sejmie, stanowiłby wielki i bardzo złożony graf. Tyle, że jako uzasadnienie decyzji ustawodawczych są te deale kompletnie obok merytorycznej treści tych decyzji.

Cechą obecnej „debaty” nad dwukadencyjnością jest jej koślawa jednostronność. Stroną, która jest monopolistycznym dysponentem „prawdy” o samorządzie i o „samorządowej” racji są „włodarze” panujący w swoich gminach i miastach: wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast.

Oto tow. Włodzimierz przywołał i przepytał dziewięciu „swoich” (czyli lewicowych) włodarzy o dwukadencyjność. I to wystarczyło, żeby posiadł wiedzę wystarczającą, czyli pełną i rzetelną. To, że nikt nie powinien być sędzią we własnej sprawie jest jakby niewiążące dla tow. Włodzimierza.

A przecież sporna ustawa wprost i bezpośrednio dotyka konkretnych interesów włodarzy, każdego z osobna i wszystkich razem, materialnych, prestiżowych i nie tylko. Niejako je obsługuje. Włodarze są najbardziej zainteresowaną stroną sporu, i nie przysługuje im przymiot obiektywizmu czy altruizmu. Ich głos wzmacniają tzw. organizacje samorządowe, działające w ich interesie, kreując narrację maskującą problemami i wyzwaniami dla samorządu partykularny interes wójtów, burmistrzów i prezydentów miast.

Grają też w to media, kolportując tę jednostronną opowieść o samorządzie, w której jest on wprost utożsamiany z włodarzami, więc tylko oni mają w niej głos. To jest odwrócenie relacji, jakby samorząd był powołany dla mających panować „włodarzy”, a nie oni dla samorządowej wspólnoty mieszkańców, zapisanej w Konstytucji. Samorząd to nie jest własność "włodarza", którym zarządza jak swoim folwarkiem. A mieszkańcy w ogóle głosu nie mają, ich racji nie widać ani nie słychać, nawet jeśli zostały gdzieś wypowiedziane.

O wysłuchaniu publicznym media informują półgębkiem, przemilczając fakt, iż jest to społeczna inicjatywa oddolna wychodząca ze środowiska ruchów miejskich (konkretnie KRM), przynosząca odrębny i niezależny punkt widzenia na kwestie samorządowe, w tym ws dwukadencyjności. Podobnie nie słychać głosu radnych miast/ gmin, którzy są polityczną reprezentacją ogółu mieszkańców czy oddolnych, lokalnych organizacji społecznych. Jak również pomijany jest głos naukowców i ekspertów, od kilkunastu lat w licznych publikacjach diagnozujących strukturalny kryzys samorządu i głoszących potrzebę jego systemowej reformy[5]. Jest to głos przeciwstawny względem pełnych samouwielbienia włodarzy i obsługujących ich organizacji oraz przyklaskujących im polityków. Kwestia dwukadencyjności jest niejako tematem zastępczym zamiast poważnego namysłu nad coraz szerszą pustynią samorządności.

Galopującą chorobą naszej koślawej demokracji jest blokada komunikacyjna – o niczym nie da się publicznie dyskutować rzetelnie i na serio, bo wymagałoby to wyjścia z okopów oraz zawieszenia doraźnych i strategicznych dealów pomiędzy znaczącymi podmiotami życia publicznego.

Nie istnieje też żaden kanał ani mechanizm systemowego rozpoznawania opinii lokalnych społeczności o samorządzie i jego funkcjonowaniu. Utrwalony i obowiązujący jest monopol na „prawdę” włodarzy i ich organizacji, panujący też w komisji wspólnej rządu i samorządu.

Kwestie samorządowe znajdują się poza uwagą mainstreamu medialnego, chyba że ma miejsce jakaś draka, zwłaszcza z udziałem tzw. „włodarza”, najlepiej z PiSu, oczywizda. Co ciekawe, PSL-owski projekt zniesienia dwukadencyjności „włodarzy” miast i wsi wywołał falę postulatów, by dwukadencyjność objęła także posłów, senatorów i radnych. Według niektórych świadczy to o wysokim poziomie niechęci narodu do całej tutejszej klasy politycznej.


Nie chcemy jeszcze więcej feudalizmu w samorządzie!
NO KINGS!

 

[1] M.in. tu: https://www.money.pl/gospodarka/zwrot-w-sprawie-dwukadencyjnosci-w-samorzadach-lider-lewicy-ujawnia-7213539686403008a.html , godny uwagi komentarz tu: https://krytykapolityczna.pl/kraj/dwukadencyjnosc-betonowanie-samorzadu-komentarz-majmurka/

[2] Choćby tu: https://wiadomosci.wp.pl/tusk-apeluje-odwolajcie-te-niemadra-decyzje-pis-u-7215059151788704a

[3] Tutaj: https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-rozlam-w-koalicji-polska-2050-reaguje-na-apel-tuska,nId,22435584

[4] Patrz opracowanie Witold Gawda, Lech Mergler „O pustyni samorządności i jej rewitalizacji” str. 51 i 87.

[5] Są też opracowania publicystyczne diagnozujące stan samorządu, z których zapewne najbardziej znana jest książka Andrzeja Andrysiaka „Lokalsi. Nieoficjalna historia pewnego samorządu”.